Między Ustami Italji a brzegiem Nervi Przypadek Kazimiery Alberti

Warto, raz jeszcze, już z tanatologicznej perspektywy, przewertować tę książkę poetycką. Tomik (w obu wersjach językowych) otwiera wiersz Wenecja:

Płyniesz po ciemnych kanałach jak zamknięta arka
i piersiami od wieków – złe morza odtrącasz,
runęłaś na mnie jak ciosem kościołem świętego Marka,
tragiczna, falą pluszczącą. […]
Gdy wieczór kanałami płynę jak po lustrach –
dyskretnie gasisz gwiazdy wszystkie nad wybrzeżem […]
by nikt nie widział jak wieziesz mnie w gondoli –
i jak łakomie, gryząco całujesz mnie w usta.
Ty jedna wiesz – Wenecjo – jak to drażniąco boli.

(Wenecja w: Alberti 1936: 9–10)

Wenecja, w której, jak pokazuje historia życia Alberti, zostało zasiane ziarno, z którego potem wyrośnie jej nowe i twórcze życie, to ważne, „płynne” przejście między dawnymi a nowymi epokami prywatnych dziejów. Tam wielokrotnie powraca, stamtąd też zazwyczaj zaczyna swe liczne włoskie eskapady. Sama autorka, w 1950 roku, w swej pierwszej książce z serii Italia celebre e sconosciuta, zatytułowanej L’anima della Calabria, przyznaje, że z Alfonso Cocolą wiąże ją serdeczna nić, a intymność tej relacji wymaga, by w opisie sięgnąć do antycznego mitu:

Dzisiaj tak niewiele mi trzeba, by być szczęśliwą […]. Potem zbieram kwiaty: czerwone dzikie maki, które przypominają mi Polskę, ponieważ czerwony jest kolorem połowy naszej flagi, od stuleci skąpaną we krwi. Jedyny Pluton, który mógłby mnie porwać, jest ze mną; porwanie nastąpiło wiele lat temu i nie przybył on kwadrygą, ale dyskretną gondolą wenecką. Zbieramy razem kwiaty na łąkach Prozerpiny (Alberti 1950: 64)[10].

Czy romantyczna wzmianka o gondoli pozwala domniemywać, że pisarka poznała swego przyszłego męża już w roku 1932, kiedy to Wenecja po raz pierwszy pojawia się w spisie odwiedzanych przez nią miejscowości? Do Wenecji jeździła zresztą co roku, więc możliwa jest i inna data spotkania tych dwojga niezwykłych ludzi. Jedno jest pewne – musieli być ze sobą związani od roku 1932, bo już 6 czerwca 1932 roku Cocola pisze do Alberti list w języku francuskim (Cocola, [Listy])[11].

s. 65-66

[10] Oryg.: “Ho bisogno oggi di molto poco per essere felice […]. E dopo raccolgo fiori: i rossi papaveri selvaggi che mi ricordano la Polonia, perché il rosso è il colore di metà della nostra bandiera, da secoli bagnata di sangue. L’unico Plutone che poteva rapirmi è con me; il ratto avvenne molti anni fa e non con una quadriga, ma con una discreta gondola veneziana. Raccogliamo insieme i fiori sui prati di Proserpina”

[11] 71 listów Alfo Cocoli do Alberti do Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie przekazała Elżbieta Szańkowska, córka Marii Grabowieckiej.