Między Ustami Italji a brzegiem Nervi Przypadek Kazimiery Alberti

Uśmiech odrodzenia. Liść dębu, symbol siły. W Polsce – i myślę również we Włoszech – ludzie wierzą, i medycyna daremnie walczy z tym przekonaniem, że pajęczyna przykładana na rany, zabliźnia je. I dzisiaj, tymi prostymi słowami bijącymi właśnie z tego kącika, gdzie była przyklejona pajęczyna, spłacam tej wyspie mój dawny dług (Alberti 1951: 272)[12].

Czy pajęcza sieć może tak zauroczyć, że przesłoni (choć przezroczysta) widoki na jednej z najpiękniejszych wysp? W jednej z ostatnich naszych konkluzji warto zwrócić uwagę na źródła zachwytu Kazimiery Alberti pajęczyną. Nie jest to tylko zwykły podziw dla misternej roboty pajęczaków. Jest bowiem w tym zapatrzeniu coś hipnotyzującego, pierwotnego, kiedy urzeczony podmiot nie może oderwać oczu od harmonijnie zaplecionej nici, a jego ciało wiotczeje w kataleptycznym bezwładzie. Nie można też nie wspomnieć o inspiracjach muzycznych (tarantella) czy symboliczno-religijnych ceremoniach (tarantyzm), które mają długą tradycję na południu Włoch.

Podczas gdy wszyscy obserwowali ruiny, ja nie byłam w stanie oderwać oczu od ogromnej i wspaniałej pajęczyny, która ocalała w jednym z rogów. Obraz ten był dla mnie zdumiewający. Urok Capri, jej powab możemy porównać do mistrzowskiej pajęczyny[13].

Krajobraz Capri porównuje autorka do pajęczej sceny. My jednak pouczeni pismami Nancy K. Miller (o arachnologicznej strukturze kobiecego pisma – Miller 2006: 491) i Rolanda Barthes’a (o podmiocie zatracającym się w teksturze niczym pająk w wydzielinach własnego ciała – Barthes 1997) wiemy, że takie zapatrzenie u poetki nie powinno zbyt nas dziwić.

s. 67-68

[12] Oryg.: “Quando la guerra distrusse la casa della mia vita, quando tutto ciò che avevo costruito nella lontana Polonia fu in rovine, quando già non era possibile ricostruire nulla di tutto questo, di colpo, su queste amare macerie, scorsi in un angolo, tra le pareti del cuore che si erano salvate, la ragnatela intessuta da Capri tanti anni prima. Si era salvata, intatta, fresca, serica, più forte di tutti i cicloni bellici. Era una rete delicata, tessuta di stelle d’agosto spioventi […], di tramonti solari […], di notti di luna […], di vino spumeggiante nel bicchiere e nel sangue, di fiori sbocciati sulle verande e sui sogni, di baci divorati come frutta e di frutta bevuta come baci. Ed ecco, proprio questo filo caprese […] ha fatto sì che sulle rovine sia ricominciata a germogliare una nuova vita, un nuovo lavoro, dei nuovi libri. Il sorriso della rigenerazione. Una foglia di quercia, simbolo di forza. In Polonia – e penso anche in Italia – il popolo crede, e la medicina invano combatte questa credenza, che la ragnatela applicata sulle ferite le rimargini. Ed oggi, con queste semplici parole che sgorgano proprio da quell’angolo dove era attaccata la ragnatela, pago il mio vecchio debito a quest’isola”.

[13] Alberti 1951: 265. Oryg.: “E mentre tutti osservavano le rovine, io non riuscivo a strappar gli occhi dalla grande e magnifica ragnatela salvatasi in un angolo. Per me costituiva un quadro sbalorditivo. L’incanto di Capri, il suo lavoro d’attrazione, possiamo paragonarlo ad una magistrale ragnatela”.