{"id":1160,"date":"2019-11-05T10:04:46","date_gmt":"2019-11-05T09:04:46","guid":{"rendered":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/?p=1160"},"modified":"2021-11-10T10:43:25","modified_gmt":"2021-11-10T09:43:25","slug":"cwiczenie-umyslu-o-dwoch-trawelogach-kazimiery-alberti","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/?p=1160","title":{"rendered":"\u0106wiczenie umys\u0142u. O dw\u00f3ch trawelogach Kazimiery Alberti"},"content":{"rendered":"<section class=\"kc-elm kc-css-84888 kc_row\"><div class=\"kc-row-container  kc-container\"><div class=\"kc-wrap-columns\"><div class=\"kc-elm kc-css-391278 kc_column kc_col-sm-12\"><div class=\"kc-col-container\"><div class=\"kc-elm kc-css-674969 kc_text_block  \"><\/p>\n<h2><a href=\"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/2019\/11\/05\/autorzy-nr-1-1-2019\/#aut_slawek\">Tadeusz S\u0142awek<\/a><\/h2>\n<p>(Uniwersytet \u015al\u0105ski w Katowicach)<br \/>E-mail: tadeuszslawek[at]poczta.onet.pl<br \/><a href=\"http:\/\/orcid.org\/0000-0002-7148-5063\" target=\"_blank\" rel=\"noopener noreferrer\">ORCID<\/a>: 0000-0002-7148-5063<br \/><a href=\"http:\/\/doi.org\/10.31261\/FLPI.2019.01.02\" target=\"_blank\" rel=\"noopener noreferrer\">DOI<\/a>: 10.31261\/FLPI.2019.01.02<br \/>\u201eFabrica Litterarum Polono-Italica\u201d 2019, nr 1, s. 13-38<\/p>\n<p style=\"text-align: center;\"><a href=\"https:\/\/drive.google.com\/file\/d\/1600uXRqbACn7UNiELGwyOcOuR77G9ii5\/view?usp=sharing\" target=\"_blank\" rel=\"noopener\"><strong>Pobierz artyku\u0142<\/strong><\/a><br \/><strong><a href=\"https:\/\/drive.google.com\/file\/d\/1KBfZUPMquQh6I6JNikwNrOkLYQwJUS1J\/view?usp=sharing\" target=\"_blank\" rel=\"noopener\">Pobierz ca\u0142y numer<\/a><\/strong><br \/><strong>Abstrakt: <a href=\"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/en\/2019\/11\/05\/abstracts-nr-1-1-2019\/#abs_slawek\">angielski<\/a>, <\/strong><a href=\"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/it\/2019\/11\/05\/abstracts-nr-1-1-2019-it\/#abs_slawek\"><strong>w\u0142oski\u00a0<\/strong><\/a><\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 13<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<h3>1.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Madame de Sta\u00ebl wysy\u0142a swego bohatera Oswalda lorda Nelvile do W\u0142och zim\u0105, na prze\u0142omie 1794 i 1795 roku. Nie wchodz\u0105c w szczeg\u00f3\u0142y opowie\u015bci, powiedzmy jedynie, \u017ce dwie okoliczno\u015bci tego wyjazdu zwracaj\u0105 nasz\u0105 uwag\u0119. M\u0142ody arystokrata opuszcza ojczyst\u0105 Szkocj\u0119 w stanie \u201educhowego wyja\u0142owienia\u201d, <em>quelque chose d\u2019aride s\u2019empara de son coeur<\/em> (de Sta\u00ebl 1985: 29). Owa ja\u0142owo\u015b\u0107 oznacza szczeg\u00f3ln\u0105 modyfikacj\u0119 \u0142\u0105czno\u015bci z przestrzeni\u0105, z kt\u00f3r\u0105 do tej pory \u0142\u0105czy\u0142y go liczne wi\u0119zy. Nie jest to proste odrzucenie, jednostronne zerwanie czy wyrzeczenie si\u0119 w ge\u015bcie radykalnej odmowy. Przeciwnie \u2013 to, co do tej pory wi\u0105za\u0142o, nadal przyci\u0105ga, ale owa grawitacja jest niejako \u201epusta\u201d: jestem przyci\u0105gany, ale oddzia\u0142ywanie to ma charakter jakby mechanicznego przypominania pozbawionego tre\u015bci, jak\u0105 jest relacja. Przyci\u0105ganie bez wi\u0119zi, tak da\u0142oby si\u0119 opisa\u0107 stan ducha podr\u00f3\u017cnika. Z jednej strony przestrze\u0144 domowa, miejsca, do kt\u00f3rych nie spos\u00f3b \u201ezbli\u017cy\u0107 si\u0119 bez dr\u017cenia\u201d (<em>sans fr\u00e9mir<\/em>) (de Sta\u00ebl 1985: 29), z drugiej \u2013 poczucie nadw\u0105tlonej wi\u0119zi z tym, co stanowi bezpo\u015brednie otoczenie. Wspomnienia Oswalda s\u0105 \u201emartwe\u201d (<em>rien de vivant<\/em>), nie pozostaj\u0105 w \u017cadnej relacji z otaczaj\u0105cymi przedmiotami. Wydaje si\u0119 zatem, \u017ce taka w\u0142a\u015bnie relacyjno\u015b\u0107 warunkuje poczucie dobrze spe\u0142nionego \u017cycia, kt\u00f3re da\u0142oby si\u0119 opisa\u0107 jako doznanie szczeg\u00f3lnego zwi\u0105zku cz\u0142owieka z przestrzeni\u0105, pozwalaj\u0105cego na pe\u0142ne prze\u017cywanie tera\u017aniejszo\u015bci poprzez \u017cywe po\u0142\u0105czenie z przesz\u0142o\u015bci\u0105 (<em>souvenirs<\/em>). To, c o p r z e s z \u0142 e, w i n n o w j a k i e j \u015b f o r m i e u o b e c n i \u0107 s i \u0119 w t y m, c o o b e c n e. Deficyt tego do\u015bwiadczenia jest powodem melancholii Oswalda: \u201enie my\u015bla\u0142 wcale mniej o tym, czego tak bardzo by\u0142o mu \u017cal; lecz coraz trudniej przychodzi\u0142o mu odtworzy\u0107 jego obecno\u015b\u0107 (<em>retracer sa pr\u00e9sence<\/em>)\u201d (de Sta\u00ebl 1985: 29).<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">I druga, nie mniej istotna okoliczno\u015b\u0107: w sytuacji, gdy znane oddala si\u0119 coraz bardziej, nie przerywaj\u0105c jednak swego promieniowania, nieznane stawia przed nami dramatyczne wyzwanie. Figur\u0105 owego wyzwania jest morze, kt\u00f3rego \u201espektakl czyni zawsze niezmiernie g\u0142\u0119bokie wra\u017cenie, b\u0119d\u0105c obrazem tej niesko\u0144czono\u015bci, kt\u00f3ra nieustannie (<em>sans cesse<\/em>) przyci\u0105ga my\u015bl, i w kt\u00f3rej my\u015bl owa nieustannie si\u0119 gubi (<em>se perdre<\/em>)\u201d (de Sta\u00ebl 1985: 29). Aby stawi\u0107 czo\u0142a losowi, a zatem aby \u017cy\u0107 rozumnie, musi nast\u0105pi\u0107 zerwanie ci\u0105g\u0142o\u015bci wi\u0119zi z przestrzeni\u0105 domow\u0105, o kt\u00f3rej powiedzieli\u015bmy, i\u017c stanowi warunek dobrego \u017cycia. Gdy statek ko\u0142ysze si\u0119 na wzburzonej fali, Oswald Nevile pyta: \u201edlaczego mam si\u0119 podda\u0107 bez cho\u0107by momentu wytchnienia na chwil\u0119 my\u015bli\u201d (<em>sans rel\u00e2che \u00e0 la r\u00e9flexion<\/em>) (de Sta\u00ebl 1985: 30), i tym samym dekonstruuje zasad\u0119 dobrego \u017cycia. Jest ono mo\u017cliwe dzi\u0119ki szczeg\u00f3lnej wi\u0119zi, w kt\u00f3rej przesz\u0142e uobecnia si\u0119 w tera\u017aniejszym, ale wi\u0119\u017a owa mo\u017ce zosta\u0107 dostrze\u017cona dopiero wtedy, gdy tera\u017aniejszo\u015b\u0107 ods\u0142oni to, co w niej pozostaje poza zasi\u0119giem takiej wi\u0119zi. Mog\u0119 istotnie zwi\u0105za\u0107 si\u0119 ze \u015bwiatem dopiero w\u00f3wczas, gdy zwi\u0105\u017c\u0119 si\u0119 z tym, co nie podlega zwi\u0105zaniu.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 14-15<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Relacja z tym-co-nie-podlega-zwi\u0105zaniu jest z oczywistych wzgl\u0119d\u00f3w zawsze ryzykowna, bowiem na d\u0142u\u017csz\u0105 met\u0119 \u2013 jak widzieli\u015bmy \u2013 my\u015bl, gubi\u0105c si\u0119 w bezkresie, staje wobec ryzyka bezradna. Niemniej dopiero podj\u0119cie tego wyzwania sprawia, \u017ce \u017cycie przestaje by\u0107 zwyk\u0142ym poddaniem si\u0119 losowi (s<em>e livrer<\/em>). Stawi\u0107 czo\u0142a losowi oznacza szczeg\u00f3lny stosunek wobec \u015bmierci, kt\u00f3ra nie zaskakuje nas na mocy dzia\u0142ania \u201ewiecznych praw czasu i natury\u201d (<em>les \u00e9ternelles lois du temps et de la nature<\/em>) (de Sta\u00ebl 1985: 30), lecz odpowiada na nasze wezwanie. Jak ujmuje to Madame de Sta\u00ebl: \u015bmier\u0107, kt\u00f3ra przychodzi do tych, kt\u00f3rzy nie mieli odwagi, by jej szuka\u0107 (<em>sans que le courage l\u2019ait cherch\u00e9e<\/em>), jest \u015bmierci\u0105 uprowadzaj\u0105c\u0105 w mrok wszystko, co kochamy, i obdarzaj\u0105c\u0105 pogard\u0105 nasz smutek. \u017bycie m\u0105dre musi obj\u0105\u0107 odwag\u0119 ostatecznego i radykalnego ryzyka, tylko wtedy bowiem mo\u017cna obroni\u0107 powag\u0119 ludzkiego losu (<em>la destin\u00e9e humaine<\/em>) (de Sta\u00ebl 1985: 30).<\/p>\n<h3 style=\"text-align: left;\">2.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Mamy wi\u0119c dwie zasady \u017cycia m\u0105drego odnosz\u0105ce si\u0119 do przestrzeni i nas w niej ulokowanych. Po pierwsze, chodzi o specjalne zwi\u0105zanie ze \u015bwiatem nast\u0119puj\u0105ce wtedy, gdy w szczeg\u00f3lny spos\u00f3b, zapewne odmienny dla ka\u017cdego indywiduum, przesz\u0142e ujawnia si\u0119 w tym, co obecne tu i teraz. Po drugie, zwi\u0105zanie takie mo\u017ce by\u0107 udzia\u0142em cz\u0142owieka dopiero wtedy, gdy do\u015bwiadczy on kryzysu owego zwi\u0105zku, dopiero wtedy, gdy historyczne odniesienia oka\u017c\u0105 si\u0119 niewystarczaj\u0105ce, ukazuj\u0105c sw\u00f3j ludzki, arcy-ludzki charakter. Wtedy kryzys \u00f3w otwiera cz\u0142owieka na ryzyko podj\u0119cia relacji z tym-co-nie-podlega-zwi\u0105zaniu w sensie relacji przyczynowo\u2011skutkowej.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Obydwie te zasady zostan\u0105 dodatkowo zinterpretowane przez tytu\u0142ow\u0105 bohaterk\u0119 powie\u015bci Madame de Sta\u00ebl podczas jej wizyty na rzymskim Kapitolu. Corinne spogl\u0105da na Itali\u0119 w taki spos\u00f3b: wszelki t o p o s zostaje zwi\u0105zany ze skomplikowanymi procesami historycznymi. Lokalne podlega swoistej uniwersalizacji, nie trac\u0105c nic ze swej szczeg\u00f3lnej lokalno\u015bci. Obeliski i \u201einne wspania\u0142o\u015bci \u015bwiata greckiego i egipskiego \u0142\u0105cz\u0105 si\u0119 tutaj\u201d (de Sta\u00ebl 1985: 65), ale proces owego zwi\u0105zywania dokonuje si\u0119 nie tylko dlatego, \u017ce Rzym oferowa\u0142 wsp\u00f3ln\u0105 dla nich przestrze\u0144, ale przede wszystkim dlatego, \u017ce przestrze\u0144 ta mog\u0142a okaza\u0107 si\u0119 wsp\u00f3lna tak\u017ce w nast\u0119pstwie proces\u00f3w niepoddaj\u0105cych si\u0119 przestrzennym lokalizacjom. \u201eItalia wzbogaci\u0142a si\u0119 boskimi darami, kt\u00f3re greccy uchod\u017acy przynie\u015bli w swych sercach; niebo objawi\u0142o jej prawa; jej dzielne dzieci odkry\u0142y now\u0105 p\u00f3\u0142kul\u0119; rz\u0105dzi\u0142a za\u015b za spraw\u0105 ber\u0142a swej my\u015bli; lecz owo ber\u0142o wawrzyn\u00f3w dosta\u0142o si\u0119 w r\u0119ce niewdzi\u0119cznik\u00f3w\u201d (de Sta\u00ebl 1985: 60).<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 15-16<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Italia stanowi wi\u0119c wynik dzia\u0142ania wielu si\u0142 boskich (\u201eB\u00f3g opu\u015bci\u0142 Olimp, by schroni\u0107 si\u0119 w Auzonii\u201d; de Sta\u00ebl 1985: 59) i ludzkich, ale r\u00f3wnie\u017c i mocy losu, konieczno\u015bci, nieust\u0119pliwo\u015bci nie-ludzkiego \u015bwiata, kt\u00f3rego obrazem jest b\u0142\u0119kit nieba. To boski odpowiednik bezkresu materialnego oceanu; obydwa przyci\u0105gaj\u0105 my\u015bl i w obydw\u00f3ch my\u015bl gubi si\u0119, a dzieje Italii to historia owego gubienia si\u0119 my\u015bli usi\u0142uj\u0105cej zwi\u0105za\u0107 si\u0119 tym-co-nie-podlega-zwi\u0105zaniu. Corinne powie, \u017ce w ten spos\u00f3b ulotne marzenia chimerycznego ludzkiego (<em>notre vie \u00e9ph\u00e9m\u00e8re<\/em>) \u017cycia gubi\u0105 si\u0119 (<em>se perdent<\/em>) w przepastnej i pe\u0142nej majestatu piersi nie\u015bmiertelnego wszech\u015bwiata (de Sta\u00ebl 1985: 64).<\/p>\n<h3>3.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Italia to specyficzny w\u0119ze\u0142 zapleciony mi\u0119dzy cz\u0142owiekiem a \u015bwiatem, kt\u00f3ry umo\u017cliwia m\u0105dre \u017cycie tylko pod warunkiem uobecniania si\u0119 przesz\u0142o\u015bci po to, aby mo\u017cna by\u0142o ocali\u0107 tera\u017aniejszo\u015b\u0107, uprzednio krytycznie na ni\u0105 spojrzawszy. B\u0142\u0119kit nieba wed\u0142ug Corinne otwiera i patronuje procesowi przechodzenia mi\u0119dzy \u015bwiatem minionym a obecnym, a tym samym \u015bmier\u0107 staje, paradoksalnie, w s\u0142u\u017cbie \u017cycia. \u201ePrzej\u015bcie (<em>la transition<\/em>) mi\u0119dzy naszym samotnym miastem a miastem umar\u0142ych wydaje si\u0119 ca\u0142kiem mi\u0142e (<em>assez douce<\/em>)\u201d (de Sta\u00ebl 1985: 66). Jest w tym niew\u0105tpliwie krytyka wsp\u00f3\u0142czesno\u015bci zbli\u017cona do tej, jakiej dokona niewiele lat p\u00f3\u017aniej Leopardi (\u201enasz los niejasny jest jedynie odbiciem blasku naszych przodk\u00f3w\u201d; de Sta\u00ebl 1985: 66), ale przede wszystkim chodzi o przekonanie, \u017ce miejsce zwane Itali\u0105 daje si\u0119 uj\u0105\u0107 jedynie jako kontynuacja zacz\u0119tego dawno procesu obejmuj\u0105cego zar\u00f3wno cz\u0142owieka, jak i to, co nie-ludzkie. Italia jest wi\u0119c przej\u015bciem,<em> la transition<\/em>, i ka\u017cde w\u0142oskie topos, o ile jest zrozumiane, musi ujawni\u0107 nie tyle sw\u0105 obecn\u0105 to\u017csamo\u015b\u0107 i kszta\u0142t, ile otworzy\u0107 przej\u015bcie do innych miejsc, staj\u0105c si\u0119 w ten spos\u00f3b miejscem-mi\u0119dzy-miejscami. Tym samym egzystencja cz\u0142owieka zyskuje harmonijn\u0105 posta\u0107, <em>une harmonie plus parfaite<\/em>, <em>un air plus odorif\u00e9rant<\/em>, <em>se m\u00ealent \u00e0 l\u2019existence<\/em> (de Sta\u00ebl 1985: 66). Oznacza to jednak, \u017ce owo miejsce tak pieczo\u0142owicie rozwa\u017cane i opisywane nie zachowuje samo siebie, jest jedynie i a\u017c \u201eprzej\u015bciem\u201d, a zatem zachowuje siebie w tajemnicy, nie ujawniaj\u0105c swych sekret\u00f3w do ko\u0144ca.<\/p>\n<p>Tak postrzega Apuli\u0119 wsp\u00f3\u0142czesny polski w\u0119drowiec.<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">Jad\u0119 do Apulii, do tej dziwnej krainy wiecznego \u201epomi\u0119dzy\u201d. Wszystko si\u0119 w niej miesza,\u00a0 Wsch\u00f3d i Zach\u00f3d, Normanowie i Bizantyjczycy, Rzymianie i wojska Hannibala. G\u00f3ry i morze.\u00a0 Jeszcze przed wyjazdem czytam o bia\u0142ych wapiennych ska\u0142ach, stromo opadaj\u0105cych w fale, o gajach oliwnych roz\u0142o\u017conych\u00a0 na kamienistych zboczach i o anio\u0142ach zst\u0119puj\u0105cych tutaj widomie (Zaga\u0144czyk 2005: 73).<\/p>\n<\/blockquote>\n<p>O krajobrazie jako o \u201eprzej\u015bciu\u201d b\u0119dzie mowa w tym eseju.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 16-17<\/strong><!--nextpage--><\/p>\n<h3>4.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Kazimiera Alberti, publikuj\u0105c w 1951 roku w neapolita\u0144skim wydawnictwie Arti Grafiche D. Conte sw\u00f3j drugi w\u0142oski trawelog po\u015bwi\u0119cony Apulii (pierwszy by\u0142 zapisem w\u0119dr\u00f3wki przez Kalabri\u0119) z serii<em> Italia celebre e sconosciuta<\/em>, rozpoczyna od tajemnicy i drzwi. <em>Segreti di Puglia<\/em> nie ukrywaj\u0105 niczego, przynosz\u0105 nam tajemnice ju\u017c w samym tytule. Rzecz jednak jest dwuznaczna, og\u0142asza bowiem zar\u00f3wno \u201ekres\u201d tajemnicy (oto sekrety zostaj\u0105 wyja\u015bnione, a zatem przestaj\u0105 by\u0107 tajemnicami, s\u0105 nimi jedynie ju\u017c tylko j\u0119zykowo, tajemnicami \u201eby\u0142ymi\u201d), jak i jej kontynuacj\u0119 (obietnica wyjawienia tajemnicy pozostanie niespe\u0142nionym przyrzeczeniem i tajemnica zachowa sw\u0105 tajemniczo\u015b\u0107, zrezygnuje z niej tylko na tyle, by\u015bmy mogli, poznawszy niewielki jej fragment, stwierdzi\u0107, \u017ce reszta pozostanie w mroku \u2013 w\u0142a\u015bciwym sekretom). W \u0119 d r \u00f3 w k a p o I t a l i i d o k u m e n t u j e w i \u0119 c t o, c z y m p o w i n n o b y \u0107 w i \u0105 z a n i e s i \u0119 z p r z e s t r z e n i \u0105: r o z p o z n a w a n i e m (n i e d o k o \u0144 c a) j e j t a j e m n i c, p r z e c h o d z e n i e m o d j e d n e j t a j e m n i c y d o d r u g i e j, b e z n a d z i e i d o j \u015b c i a d o k o \u0144 c a.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">St\u0105d Alberti mo\u017ce napisa\u0107 we Wst\u0119pie, i\u017c jej celem nie jest ksi\u0105\u017cka podr\u00f3\u017cnicza (ta bowiem ma wi\u0119ksze ambicje rozja\u015bniania tajemnic), lecz jedynie seria \u201eimpresjonistycznych szkic\u00f3w\u201d. Odej\u015bcie, a raczej przej\u015bcie od <em>libro di viaggi<\/em> do <em>schizzi impressionistici<\/em> (Alberti 1951: 5) jest wiele m\u00f3wi\u0105ce: nic nie b\u0119dzie gotowe, sko\u0144czone, wszystko to jedynie propozycja, rozpocz\u0119cie zawieszone w aurze domys\u0142u i niedopowiedzenia, aria enigmatica. Metafora drzwi okazuje si\u0119 znacz\u0105ca. Drzwi maj\u0105 pozosta\u0107 jedynie uchylone, \u017cadn\u0105 miar\u0105 nie otwarte brutalnie na o\u015bcie\u017c tak, by wszystko by\u0142o widoczne jak na d\u0142oni, <em>che tutto possa essere visto attraverso di essa<\/em>. W i \u0105 z a n i e c z \u0142 o w i e k a i p r z e s t r z e n i m a c h a r a k t e r k o n &#8211; s p i r a c y j n y. Fenomenologia percepcji domagaj\u0105ca si\u0119 poszanowania tajemnicy zespaja si\u0119 z dramatem najnowszej historii, kt\u00f3r\u0105 Kazimiera Alberti zna\u0142a z osobistych do\u015bwiadcze\u0144. Historia ta, z jednej strony, tragicznie akcentowa\u0142a przemoc pa\u0144stwa dokonywan\u0105 w imi\u0119 ideologicznego zakazu posiadania indywidualnych sekret\u00f3w, a z drugiej, sk\u0142oni\u0142a tylu ludzi do obrony tajemnicy po to, aby uchroni\u0107 to, co kruche i zagro\u017cone, a co wymaga ochronnej otuliny tajemnicy: tajemnicy oporu podziemnych organizacji, tajemnicy piwnic i schowk\u00f3w ratuj\u0105cych \u017cycie wykl\u0119tym i wyj\u0119tym spod prawa.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 17-18<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Obrona godno\u015bci wymaga\u0142a drzwi jedynie uchylonych, wobec funkcjonariuszy pa\u0144stwa wy\u0142amuj\u0105cych je z zawias\u00f3w, dyskrecja drzwi chroni\u0105cych ciemno\u015b\u0107 by\u0142a bowiem jedyn\u0105 obron\u0105. Tak\u017ce i inne prawo konspiracji obowi\u0105zuje w owym wi\u0105zaniu cz\u0142owieka i przestrzeni: nikt nie zna ca\u0142ego obrazu sytuacji, ka\u017cdy ma dost\u0119p jedynie do fragmentu, u\u0142amka, okrucha, po to, by chroni\u0107 wszystkich pozosta\u0142ych. Zwi\u0105zani z przestrzeni\u0105 zawsze zachowujemy jej cz\u0119\u015b\u0107 dla siebie, tak jak i ona nie zdradza wszystkich sekret\u00f3w. W duchu takiej historycznej i fenomenologicznej konspiracji Alberti mo\u017ce napisa\u0107: \u201eRzecz jasna, nie wszystkie sekrety dziel\u0119 z tob\u0105 [\u2026]. Wiele zachowuj\u0119 dla siebie\u201d (Alberti 1951: 5). Konspirowa\u0107, \u0142aci\u0144skie <em>conspirare<\/em>: \u2018by\u0107 jednej my\u015bli i jednego ducha (<em>spiritus<\/em>) ze \u015bwiatem\u2019 (przypomnijmy de Sta\u00ebl i jej <em>une harmonie plus<\/em> <em>parfaite<\/em>), ale jednomy\u015blno\u015b\u0107 owa kszta\u0142tuje si\u0119 w poszanowaniu wzajemnych tajemnic. Tylko w ten spos\u00f3b istotnie zwi\u0105zujemy si\u0119 z przestrzeni\u0105.<\/p>\n<h3>5.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">A wi\u0119c krajobraz. Otoczenie b\u0119d\u0105ce czym\u015b wi\u0119cej ni\u017c zbiorem geologicznych formacji i dzie\u0142 ludzkiej przemy\u015blno\u015bci; otulina, bez kt\u00f3rej nie mo\u017cemy istnie\u0107, cho\u0107 wspomniana wcze\u015bniej przemy\u015blno\u015b\u0107 zmierza do tego, aby\u015bmy mogli w jak najwi\u0119kszym stopniu by\u0107 sami dla siebie do pomy\u015blenia bez jej ogranicze\u0144. A mo\u017ce, poszukuj\u0105c odpowiedniej metafory pozwalaj\u0105cej uchwyci\u0107 zwi\u0105zek nasz z krajobrazem, przeczytajmy kr\u00f3tki fragment <em>Lamparta<\/em>. Do pa\u0142acu ksi\u0119cia Falconeri wchodzi niezr\u00f3wnanej urody Angelica Calogero, przysz\u0142a \u017cona siostrze\u0144ca ksi\u0119cia:<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">Wszyscy cz\u0142onkowie rodziny cisn\u0119li si\u0119 przy drzwiach; ksi\u0119\u017cna zapomnia\u0142a o swoich sprzeciwach, kt\u00f3re gniew m\u0119\u017cowski nie tylko rozwia\u0142, ale unicestwi\u0142;\u00a0 obrzuci\u0142a gradem poca\u0142unk\u00f3w pi\u0119kn\u0105 przysz\u0142\u0105 siostrzenic\u0119 i przytuli\u0142a j\u0105 do siebie tak mocno, \u017ce dziewczynie odcisn\u0105\u0142 si\u0119 na dekolcie zarys s\u0142ynnego rodowego naszyjnika z rubin\u00f3w, kt\u00f3ry Maria Stella w\u0142o\u017cy\u0142a mimo wczesnej godziny dla uczczenia tak wielkiego \u015bwi\u0119ta (di Lampedusa 1963: 145).<\/p>\n<\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">K r a j o b r a z, t o, c o z w i e m y k r a j o b r a z e m, a c o j e s t s z c z e g \u00f3 l n y m s p o s o b e m o d c z u w a n i a r z e c z y w i s t o \u015b c i, w i t a n a s w c h w i l i w e j \u015b c i a n a \u015b w i a t, o d c i s k a j \u0105 c n a n a s s w \u00f3 j w z \u00f3 r, s t e m p e l, n i c z y m o f i c j a l n \u0105 p i e c z \u0119 \u0107 z e z w a l a j \u0105 c \u0105 n a m n a p o r u s z a n i e s i \u0119 p o \u015b w i e c i e. Gdziekolwiek nie pojechaliby\u015bmy, zawsze legitymujemy si\u0119 tym paszportem, kt\u00f3ry uprawomocnia nasze podr\u00f3\u017ce. Jest potwierdzeniem naszego \u201erodowodu\u201d, tym, co przyjmuje nas do siebie, w\u0142\u0105cza do wsp\u00f3lnoty tych, kt\u00f3rzy dziel\u0105 \u00f3w szczeg\u00f3lny fragment \u015bwiata.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 18-19<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Mo\u017cemy by\u0107 emigrantami, bezradnymi, wykorzystywanymi i odrzucanymi lud\u017ami \u201esk\u0105din\u0105d\u201d, kt\u00f3rych administracja francuska z w\u0142a\u015bciwym sobie hipokrytycznym wdzi\u0119kiem nazywa lud\u017ami <em>sans papiers<\/em>, ale n i g d y n i e j e s t e \u015b m y \u201ez n i k \u0105 d\u201d. Kiedy wi\u0119c Alberti, spogl\u0105daj\u0105c na krajobraz Apulii, pisze \u201eRzecz jasna, nie wszystkie sekrety dziel\u0119 z tob\u0105 [\u2026]. Wiele zachowuj\u0119 dla siebie\u201d (Alberti 1951: 5), odnajdujemy w tym przypomnienie podstawowej regu\u0142y: t o, c o z w i e m y k r a j o b r a z e m, t o s z c z e g \u00f3 l n e s p o t k a n i e t e g o, s k \u0105 d p r z y c h o d z \u0119, z t y m, d o c z e g o p r z y c h o d z \u0119. M i \u0119 d z y t y m s k \u0105 d i d o c z e g o r o z g r y w a s i \u0119 k r a j o b r a z.<\/p>\n<h3>6.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Zosta\u0144my jeszcze przez chwil\u0119 przy niezwyk\u0142ej sycylijskiej powie\u015bci, w kt\u00f3rej krajobraz jest jednym z g\u0142\u00f3wnych bohater\u00f3w. Na ko\u0144cu IV rozdzia\u0142u go\u015b\u0107 ksi\u0119cia, opuszczaj\u0105cy szarym \u015bwitem sycylijskie miasteczko, spogl\u0105da przez brudne szyby dyli\u017cansu: \u201eWyjrza\u0142 \u2013 przed nim w \u015bwietle koloru popio\u0142u podrygiwa\u0142 nieuchwytny krajobraz, dla kt\u00f3rego nie by\u0142o odkupienia\u201d (di Lampedusa 1963: 195). Czytaj\u0105c to, dostrzegamy jeszcze jedno znaczenie zdania polskiej pisarki. \u201eRzecz jasna, nie wszystkie sekrety dziel\u0119 z tob\u0105 [\u2026]. Wiele zachowuj\u0119 dla siebie\u201d (Alberti 1951: 5) \u2013 obcuj\u0105c z krajobrazem i godz\u0105c si\u0119 na zachowanie, nawet wi\u0119cej, na obron\u0119 jego tajemnicy, przyznaj\u0119, \u017ce to, co nazywam krajobrazem, nie da si\u0119 \u201eodkupi\u0107\u201d. Nie w ekonomicznym rejestrze czytajmy t\u0119 przestrog\u0119, cho\u0107 nie powinni\u015bmy go pomin\u0105\u0107: nie da si\u0119 poj\u0105\u0107 \u201ekrajobrazu\u201d, gdy stanowi on dla nas jedynie pewien obszar do zaw\u0142aszczania lub wykorzystania. Racj\u0119 ma Martin Heidegger, twierdz\u0105c, \u017ce wtedy \u015bwiat staje si\u0119 dla nas wy\u0142\u0105cznie \u201eobrazem\u201d, projekcj\u0105, mniej lub bardziej aroganck\u0105, naszych pragnie\u0144 i ambicji. Ale ci\u0119\u017car ostrze\u017cenia Alberti i Lampedusy spoczywa gdzie indziej. Wszak odkupienie oznacza w ostatecznym rozrachunku ods\u0142oni\u0119cie wszystkiego, nast\u0119puje po tym, jak ukazano raz na zawsze, co jest dobre, a co z\u0142e, gdy radykalnie wszystko zmieniaj\u0105c, zamkni\u0119to pewien ci\u0105g historii. Odkupienie prowadz\u0105ce do zbawienia to tajemnica ko\u0144cz\u0105ca wszystkie tajemnice. Wszak istot\u0105 zbawienia nie jest \u201eradykalny zwrot od nieszcz\u0119\u015bcia do zbawienia, od niew\u0142a\u015bciwego do w\u0142a\u015bciwego\u201d, ale koniec wszelkich zwrot\u00f3w: \u201ezbawienie nie mia\u0142o jednak dokona\u0107 zwrotu w historii, lecz j\u0105 zako\u0144czy\u0107\u201d (Blumenberg 2013: 73). Tymczasem, jak powiedzieli\u015bmy, \u015bwiat stanowi dla nas tajemnic\u0119, kt\u00f3ra nigdy si\u0119 nie otworzy do ko\u0144ca, nie przeobrazi si\u0119 w kre\u015blony wy\u0142\u0105cznie ludzk\u0105 r\u0119k\u0105 sko\u0144czony \u201eobraz\u201d. To, co nieodkupione i niezbawione, idzie wi\u0119c z nami, niesiemy to jako ci\u0119\u017car, ale tak\u017ce i dziedzictwo; nie mo\u017cemy tego po prostu od\u0142o\u017cy\u0107 na bok, zrezygnowa\u0107 z tego, wycofa\u0107 si\u0119, bowiem odkupienie, dotykaj\u0105c nas do \u017cywego, nie le\u017cy w naszej gestii.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 19-20<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Oto szczeg\u00f3lna teologia krajobrazu. Andrzej Falkiewicz m\u00f3wi o \u201emoralno\u015bci przestrzeni\u201d jako o sile dekonstruuj\u0105cej obrazy \u015bwiata zamkni\u0119tego konturami, jakimi obdarzy\u0142a go nasza wiedza i poznanie. Zacytujmy: \u201eAle moralno\u015b\u0107 (tak, tak, moralno\u015b\u0107!) przestrzeni, kt\u00f3ra rozpo\u015bciera si\u0119 w g\u0142\u0105b, mo\u017ce by\u0107 inna, mo\u017ce implikowa\u0107 inne [\u2026] miary zgodno\u015bci i godno\u015bci, mo\u017ce wydziela\u0107 sens inny, w naszych miarach nie mieszcz\u0105cy si\u0119\u201d (Falkiewicz 2009: 158). Kiedy dostrzegamy \u00f3w szczeg\u00f3lny charakter \u015bwiata, kt\u00f3ry musi zosta\u0107 z nami, nie podlegaj\u0105c \u017cadnym kasuj\u0105cym jego tera\u017aniejsze znaczenie i kszta\u0142ty procesom, w\u00f3wczas \u2013 chocia\u017c wci\u0105\u017c pos\u0142ugujemy si\u0119 terminem \u201ekrajobraz\u201d \u2013 w istocie rozstajemy si\u0119 z tym, czym \u201ekrajobraz\u201d jawi si\u0119 nam w pobie\u017cnym, codziennym u\u017cyciu. Wtedy dostrzegamy powag\u0119 \u015bwiata i jego fundamentaln\u0105 nie-ludzko\u015b\u0107. Pr\u00f3bujemy odkupi\u0107 to, co musi pozosta\u0107 nieodkupione, odkupienie nie mie\u015bci si\u0119 bowiem w naszych prerogatywach.<\/p>\n<h3>7.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Ludzkie spojrzenie zmaga si\u0119 z ow\u0105 nie-ludzko\u015bci\u0105, ale \u2013 jak \u0142atwo zauwa\u017cy\u0107 \u2013 zadanie nie jest proste dlatego, \u017ce \u0142atwo przychodzi spojrzeniu ulec pokusie nadmiernej prostoty. Dzieje si\u0119 tak zawsze wtedy, gdy to, co znajduje si\u0119 w polu widzenia, zostaje przeniesione do rzeczywisto\u015bci uporz\u0105dkowanej na wy\u0142\u0105cznie ludzk\u0105 miar\u0119. W\u00f3wczas \u015bwiat zostaje pozbawiony tajemnicy i staje si\u0119 albo kraj-obrazem ludzkiej techniki lub kraj-<em>obrazem<\/em> turysty odnotowuj\u0105cego widoki godne utrwalenia w pami\u0119ci, przy czym pami\u0119\u0107 coraz cz\u0119\u015bciej oznacza pami\u0119\u0107 elektronicznego urz\u0105dzenia zdolnego do pomieszczenia gigantycznej ilo\u015bci widok\u00f3w. Rzecz jednak w tym, by spojrzenie mog\u0142o uchroni\u0107 si\u0119 przed t\u0105 pokus\u0105, czyli aby mog\u0142o ludzki porz\u0105dek dostrzec w jego relacji z tym, co nie-ludzkie, i co takim pozostaje, chroni\u0105c si\u0119 przed nasz\u0105 tendencj\u0105 do umieszczenia wszystkiego w jednolicie \u201eludzkich\u201d kategoriach. \u201eTo nie na tym polega\u201d, wracam do Andrzeja Falkiewicza, \u201e\u017ce nie umiemy budowa\u0107, raczej na tym, \u017ce ka\u017cdy wznosi budynek bez szerokiego rozpatrzenia okolicy i dla potrzeb tego jednego budynku projektuje od nowa miasto\u201d (Falkiewicz 2009: 135).<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Ka\u017cda powa\u017cna pr\u00f3ba pisania podr\u00f3\u017cniczego jest szko\u0142\u0105 spojrzenia, fenomenologi\u0105 widzenia. Wszak ju\u017c William Blake przenikliwie zauwa\u017ca\u0142, \u017ce \u201eg\u0142upiec nie to samo widzi drzewo, kt\u00f3re m\u0105dry widzi cz\u0142owiek\u201d (Blake 2001: 133). Nie ma po prostu \u201e\u015bwiata\u201d, jest jedynie \u015bwiat <em>widziany<\/em>, to za\u015b poci\u0105ga za sob\u0105 wa\u017ckie skutki.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 20<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><br \/><a name=\"przyp_1.1\"><\/a><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Po pierwsze, musimy teraz \u201edostrzec\u201d w\u0142asne spojrzenie, kt\u00f3re zwykle wydaje nam si\u0119 czym\u015b naturalnie nieobecnym. Po drugie, nieuchronnie u\u015bwiadamiamy sobie, \u017ce widzimy zawsze przez pewien pryzmat b\u0119d\u0105cy wynikiem skomplikowanych proces\u00f3w kszta\u0142cenia, nabywania do\u015bwiadcze\u0144, odgrywania spo\u0142ecznych r\u00f3l. Kazimiera Alberti zdaje sobie spraw\u0119, \u017ce jej w\u0142oskie trawelogi to w istocie studium spojrzenia<a href=\"#przyp_1\">[1]<\/a>.<\/p>\n<h3>8.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Patrz\u0105c na Reggio di Calabria, przechodz\u0105c ulicami i zagl\u0105daj\u0105c do sklep\u00f3w i w zau\u0142ki, Alberti dostrzega o wiele wi\u0119cej ni\u017c bie\u017c\u0105c\u0105 codzienno\u015b\u0107 miast. Mo\u017cna powiedzie\u0107, \u017ce ta staje si\u0119 nie wi\u0119cej, jak tylko nici\u0105 w bogatej tkaninie historii i mitologii. M i a s t o o k a z u j e s i \u0119 a r r a s e m, d z i a n i n \u0105 u t k a n \u0105 z n a s z e j w i e d z y i c h a r a k t e r y s t y c z n e g o d l a d a n e g o m i e j s c a p o w i e t r z a i \u015b w i a t \u0142 a. Aby praktyka \u017cycia codziennego odzyska\u0142a swoje znaczenie, musi okaza\u0107 si\u0119 \u201eniecodzienna\u201d. Wystarczy napatoczy\u0107 si\u0119 na tablic\u0119 z nazw\u0105 ulicy \u201eVia Aschenez\u201d, aby znale\u017a\u0107 si\u0119 w samym \u015brodku opowie\u015bci o wnuku Noego, kt\u00f3ry by\u0142 nie tylko przemy\u015blnym wynalazc\u0105 \u0142odzi wios\u0142owej, ale kupcem i strategiem, a jego bystre i czujne oko nie mog\u0142o nie zauwa\u017cy\u0107 kupieckiego i militarnego znaczenia miejsca nadzoruj\u0105cego \u017ceglug\u0119 w\u0105sk\u0105 cie\u015bnin\u0105. Jeszcze dobrze nie przywykli\u015bmy do tej znajomo\u015bci, a ju\u017c pojawi si\u0119 Giocosto, syn boga wiatr\u00f3w Eola, kt\u00f3ry wsp\u00f3lnie z mieszkaj\u0105cym po drugiej stronie cie\u015bniny ojcem uczyni\u0142 z Reggio miejsce dobrych i \u017cyczliwych podmuch\u00f3w, a zatem i \u0142agodnego, sprzyjaj\u0105cego ludzkim wysi\u0142kom klimatu. T\u0105 sam\u0105 ulic\u0105 pod\u0105\u017ca Orestes, szukaj\u0105c, gdzie m\u00f3g\u0142by wznie\u015b\u0107 dwie \u015bwi\u0105tynie, jedn\u0105 dla Apolla, drug\u0105 dla Diany. Wszyscy oni musz\u0105 spotka\u0107 si\u0119, aby uczyni\u0107 nasz\u0105 codzienno\u015b\u0107 czym\u015b wi\u0119cej ni\u017c zwyk\u0142ym zabieganiem. Lecz to, jak powiedzieli\u015bmy, wymaga dw\u00f3ch rzeczy. Pierwsza: \u201ewszystko to zale\u017cy od oka, kt\u00f3re na to spogl\u0105da\u201d (<em>tutto<\/em>, <em>ci\u00f2 dipende dall\u2019occhio che li guarda<\/em>), druga \u2013 \u201eTak b\u0142\u0119kitne powietrze Reggio rzuca na owe arrasy szczeg\u00f3lne \u015bwiat\u0142o. Aby je ujrze\u0107, trzeba tylko by\u015b zdj\u0105\u0142 s\u0142oneczne okulary turysty\u201d (Alberti 2007: 163\u2013164).<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 21<\/strong><\/p>\n<div style=\"height: 2px; border-bottom: 3px solid grey; width: 250px;\">\u00a0<\/div>\n<p style=\"text-align: justify;\"><a name=\"przyp_1\"><\/a><a href=\"#przyp_1.1\">[1]<\/a>Podobne zdanie znajduj\u0119 w tek\u015bcie Marka Zaga\u0144czyka, kt\u00f3ry tak pisze o ksi\u0105\u017ckach Andrzeja Stasiuka: \u201ePejza\u017c jest w\u0142a\u015bciwie ten sam. Nie ma w nim przewodnik\u00f3w. A jednak traktuj\u0119 ten zapis jako lekcj\u0119 uwa\u017cnego spojrzenia. Wyszukuj\u0119 opisy krajobrazu, fragmenty notowane z czu\u0142o\u015bci\u0105 dla \u015bwiata\u201d (Zaga\u0144czyk 2005: 77).<\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<h3>9.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Nie jest dzie\u0142em przypadku, \u017ce Alberti m\u00f3wi o \u201earrasach\u201d, <em>arazzi<\/em>. To, co \u0142\u0105czy cz\u0142owieka z miejscem, wykracza bowiem daleko poza niezb\u0119dne, pragmatyczne relacje w\u0142a\u015bciciela, eksploatatora czy turysty. Wszystkie te zwi\u0105zki mo\u017cna dok\u0142adnie opisa\u0107 wraz z ich histori\u0105, b\u0142\u0119dami i zaletami. Relacja, kt\u00f3r\u0105 praktykuje i usi\u0142uje wraz z nami zanalizowa\u0107 Alberti, jest odmiennej natury: szanuj\u0105c wszelkie ograniczenia naszych pragmatycznych kategorii porz\u0105dkuj\u0105cych rzeczywisto\u015b\u0107, zabiega o to, by nieustannie je przekracza\u0107, by nie rzec \u2013 dekonstruowa\u0107. Spojrzenie, samo ulotne, niematerialne i nietrwa\u0142e, <em>wi\u0105\u017ce<\/em> nas ze \u015bwiatem tak, i\u017c tworzymy wraz z nim jedn\u0105 ca\u0142o\u015b\u0107, jedn\u0105 tkanin\u0119, na kt\u00f3rej nieprzerwanie zmieniaj\u0105 si\u0119 wydarzenia i postacie, tkanin\u0119, kt\u00f3rej splot w ka\u017cdej chwili mo\u017ce zosta\u0107 rozerwany i spruty; wszak nic nie jest tak ulotne, jak spojrzenie. Krajobraz, o ile nie ma by\u0107 jedynie kraj-obrazem, powtarzalnym powielaniem si\u0119 tych samych schematycznych wizerunk\u00f3w miejsc, jest arrasem, w kt\u00f3rym to, co po ludzku ulotne i nietrwa\u0142e, splata si\u0119 z nie-ludzkim. Jest wi\u0119c tak, jak sugeruje Georg Simmel: \u201e[\u2026] krajobraz powstaje, gdy rozpo\u015bcieraj\u0105ce si\u0119 na ziemi obok siebie zjawiska naturalne zostaj\u0105 zwi\u0105zane w szczeg\u00f3ln\u0105 jedno\u015b\u0107, inn\u0105 ni\u017c ta, kt\u00f3r\u0105 utworz\u0105 w perspektywie my\u015bl\u0105cego kategoriami przyczynowymi uczonego, religijnie uwra\u017cliwionego wielbiciela natury, teleologicznie nastawionego rolnika czy stratega\u201d (Simmel 2006: 301).<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Nic dziwnego, \u017ce dwie metafory powracaj\u0105 w pisarstwie Alberti: nie-ludzkie w istocie w\u0142ada \u015bwiatem, mi\u0119kkie, lecz nieprzerwane tkanie si\u0119 \u017cycia skutecznie przeciwstawia si\u0119 \u201etwardym\u201d czynno\u015bciom, takim jak podb\u00f3j, ujarzmianie czy konkurencja. To wiatr jest udzielnym w\u0142adc\u0105 Apulii (<em>il vento<\/em>, <em>sovrano signore di Puglia<\/em>; Alberti 1951: 21), a wstaj\u0105ce s\u0142o\u0144ce zaczyna tka\u0107 sw\u0105 z\u0142ocist\u0105 paj\u0119czyn\u0119 (<em>comincia a tessere la sua ragnatella dorata<\/em>; Alberti 1951: 21). Arras miejsca powstaje z wielu nici, kt\u00f3re bior\u0105 si\u0119 nie tylko, jak widzieli\u015bmy, z k\u0142\u0119bka mitologii czy tradycji, ale tak\u017ce z rozprutej materii naszej codzienno\u015bci, jak si\u0119 okazuje, jedynie pozornie solidnej i trwa\u0142ej. Dlatego chocia\u017c <em>arazzo<\/em> mo\u017cna tak\u017ce odda\u0107 jako \u201etkanin\u0119\u201d, \u201edywan\u201d, \u201ekilim\u201d, wybieramy arras z tej racji, \u017ce to w\u0142a\u015bnie on najlepiej przedstawia nam i unaocznia wydarzenia, umieszcza je na wysoko\u015bci naszych oczu, rzuca wyzwanie naszemu spojrzeniu.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 22<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<h3>10.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Nic nie wydaje si\u0119 nam tak uporz\u0105dkowane jak czas, nie tylko biegn\u0105cy nieub\u0142aganie w jednym kierunku, ale wyznaczaj\u0105cy tak\u017ce miar\u0119, rytm i warto\u015b\u0107 naszego \u017cycia. \u201eCzas to pieni\u0105dz\u201d, ta fundacyjna m\u0105dro\u015b\u0107 zachodniej kultury pozwala upatrywa\u0107 w miesi\u0105cach i latach nie tylko okoliczno\u015bci bogacenia si\u0119, ale tak\u017ce przestrzega przed marnotrawstwem czasu, nakazuj\u0105c niecierpliwy, pospieszny ruch. Johann Wolfgang Goethe dostrzega\u0142 w po\u015bpiechu znamienn\u0105 cech\u0119 nowoczesno\u015bci. W 1825 roku pisa\u0142 do berli\u0144skiego budowniczego i kompozytora Carla Friedricha Zeltera: \u201e[\u2026] bogactwo i szybko\u015b\u0107, to walory podziwiane przez \u015bwiat i po\u017c\u0105dane przez wsp\u00f3\u0142czesnych; cywilizowany \u015bwiat ceni koleje, szybk\u0105 poczt\u0119, parowce i wszelkie udogodnienia komunikacyjne, chce wi\u0119cej oferowa\u0107, wi\u0119cej tworzy\u0107 i przez to pogr\u0105\u017ca\u0107 si\u0119 w miernocie\u201d (za: Osten 2005: 22). Trzeba zatem \u201espru\u0107\u201d ten \u015bcis\u0142y splot czasu, kt\u00f3ry tak silnie organizuje nasz\u0105 codzienno\u015b\u0107. To w\u0142a\u015bnie jest punktem wyj\u015bcia fenomenologii percepcji Alberti. \u201eNie trzeba pok\u0142ada\u0107 zbyt wielkiej wiary w kalendarz\u201d, pisze, spogl\u0105daj\u0105c na Zatok\u0119 Manfredo\u0144sk\u0105. A dalej dowiadujemy si\u0119, \u017ce porz\u0105dek ustanowiony wyrokami czasu jest niczym innym jak \u201eprzek\u0142adem\u201d<br \/>(z tego, co nie-ludzkie, na j\u0119zyk kategorii zrozumia\u0142ych dla cz\u0142owieka), a w zwi\u0105zku z tym zniekszta\u0142ca i oszukuje: \u201eOn te\u017c \u2013 m\u00f3wi Alberti o czasie odmierzanym datami kalendarza \u2013 zdradza, podrabia, wprowadza w b\u0142\u0105d\u201d (Alberti 1951: 21). <em>Tradisce<\/em>, <em>falsifica<\/em>, <em>inganna<\/em> \u2013 splot cz\u0142owieka i \u015bwiata, daj\u0105cy w efekcie arrasow\u0105 tkanin\u0119 krajobrazu czerpie sw\u0105 energi\u0119 z chwilowego przynajmniej wymkni\u0119cia si\u0119 restrykcjom kalendarza. Przeczytajmy stosowny fragment:<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">Dzisiaj na przyk\u0142ad kalendarz ka\u017ce ci wierzy\u0107, \u017ce mamy \u201e12 lutego\u201d. Lecz sp\u00f3jrz tylko na niebo, morze, ca\u0142a Zatok\u0119 Manfredo\u0144sk\u0105 wyci\u0119t\u0105 w formie idealnego sierpa. Przyjrzyj si\u0119 g\u00f3rom p\u00f3\u0142wyspu Gargano! Ten wiosenny dzie\u0144 uniewa\u017cni\u0142 zapis \u201e12 lutego\u201d i zakpi\u0142 sobie z kalendarza zanurzaj\u0105c wszystko w turkusie (Alberti 1951: 21).<\/p>\n<\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">Zwi\u0105zanie ze \u015bwiatem nast\u0119puj\u0105ce w momencie tkania si\u0119 miejsca jako arrasu nie kwestionuje daty, lecz bierze j\u0105 (jak czyni to Alberti) w cudzys\u0142\u00f3w, nie uniewa\u017cnia jej, lecz przekracza jej ograniczenia. M i e j s c e n i e m i e \u015b c i s i \u0119 w d a c i e.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 23<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<h3>11.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Czas przewija si\u0119 przez w\u0119dr\u00f3wki Alberti, wsp\u00f3\u0142tworz\u0105c arras krajobrazu nieb\u0119d\u0105cego li tylko kraj-obrazem. Nitka przesz\u0142o\u015bci sup\u0142a si\u0119 z nici\u0105 chwili tera\u017aniejszej. Nie chodzi wy\u0142\u0105cznie o przesz\u0142o\u015b\u0107 odsuni\u0119t\u0105 od indywiduum na bezpieczn\u0105 odleg\u0142o\u015b\u0107 historii, kt\u00f3ra dotyczy innych ludzi, innych zjawisk, dokonanych w innym czasie. Nie tylko w historii zatem rzecz, ale w bio-grafii, czyli w sposobie, w jaki dokonane zapisuje si\u0119 i odczytuje wci\u0105\u017c na nowo w naszym ciele i pami\u0119ci. To, co sta\u0142o si\u0119 w przesz\u0142o\u015bci, jest w jakim\u015b g\u0142\u0119bokim sensie \u201ebezpieczne\u201d, to, <em>co dokonuje <\/em><em>si\u0119<\/em> w bio-grafii jest zawsze niepewne, bowiem czasem tam obowi\u0105zuj\u0105cym jest nieuchronnie czas tera\u017aniejszy. Krajobraz, to, co wizualnie konstytuuje pewien region (nie jest bez znaczenia, \u017ce Alberti organizuje swoje w\u0119dr\u00f3wki jako studium ca\u0142ych region\u00f3w Italii), jest zatem splotem czterech element\u00f3w: historii (tego, co dokona\u0142o si\u0119 si\u0142ami natury lub cz\u0142owieka), bio-grafii (tego, co cho\u0107 chronologicznie minione dokonuje si\u0119 nadal, kszta\u0142tuj\u0105c wra\u017cenia jednostki), \u015bwiadomo\u015bci podmiotu i stopnia jego gotowo\u015bci do zainteresowania si\u0119 danym zespo\u0142em zjawisk i form oraz naszego fizycznego, metabolicznego zanurzenia w \u015bwiecie jednocz\u0105cego nas z tym, co nie-ludzkie. Sprowadzaj\u0105c te elementy do dw\u00f3ch (historia wraz z biografi\u0105 i refleksyjno\u015bci\u0105, tworz\u0105c jeden \u017cywio\u0142, odr\u00f3\u017cniaj\u0105 si\u0119 od nieludzkiego <em>zoe<\/em>), Piotr Nowak pisze:<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">[\u017bycie \u2013 T.S.] rozumie si\u0119 jako \u017cycie konkretnej osoby, rozpi\u0119te pomi\u0119dzy dat\u0105 narodzin i dat\u0105 \u015bmierci. Nazwijmy je historyczn\u0105 egzystencj\u0105 lub biografi\u0105 <em>par excellence<\/em>. Obok tak poj\u0119tego \u017cycia istnieje jeszcze inne zwi\u0105zane najog\u00f3lniej bior\u0105c z metabolizmem i reprodukcj\u0105. Pierwsze \u017cycie jest ludzkie i bardzo kruche, nara\u017cone na czaj\u0105c\u0105 si\u0119 wsz\u0119dzie \u015bmier\u0107, drugie nie-ludzkie i wieczne. Historyczne istnienie staro\u017cytni okre\u015blali mianem <em>bios<\/em>, \u201eoikonomiczne\u201d za\u015b \u2013 mianem <em>zoe<\/em> (Nowak 2000: 365).<\/p>\n<\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">Innymi s\u0142owy, dopiero splot bios i zoe mo\u017ce pom\u00f3c w kszta\u0142towaniu si\u0119 \u015bwiata jako krajobrazu.<\/p>\n<h3>12.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">To wzajemne oddzia\u0142ywanie tych si\u0142 sprawia, \u017ce \u015bwiat robi na nas wra\u017cenie. M\u00f3wimy o \u201ewra\u017ceniach\u201d, maj\u0105c na my\u015bli nie tyle impresyjny czy impresjonistyczny charakter poznania, ile stopie\u0144 wra\u017cliwo\u015bci na otaczaj\u0105cy \u015bwiat, kt\u00f3ry wszelako jest tylko punktem wyj\u015bcia do podj\u0119cia g\u0142\u0119bszej nad nim refleksji.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 24-25<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Wra\u017cenie nie jest powierzchownym rzutem oka, przemkni\u0119ciem spojrzenia po p\u0142aszczy\u017anie rzeczywisto\u015bci w\u0142a\u015bciwym tury\u015bcie; inicjuje ono zaanga\u017cowanie si\u0119 w posta\u0107 \u015bwiata, jest zaproszeniem do uczestnictwa w \u015bwiecie. Oznacza to praktycznie wyj\u015bcie poza zdawkowe spostrze\u017cenia typu \u201epodoba mi si\u0119\u201d, \u201ebardzo pi\u0119kne\u201d itp. Wra\u017cenia, o kt\u00f3rych m\u00f3wimy, nie s\u0105 wi\u0119c tymi, o kt\u00f3rych Hannah Arendt s\u0105dzi, i\u017c s\u0105 czysto subiektywnymi obserwacjami o powa\u017cnych i negatywnych konsekwencjach:<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">W obliczu tej subiektywizacji, kt\u00f3ra jest jednym z aspekt\u00f3w nasilaj\u0105cej si\u0119 wci\u0105\u017c alienacji cz\u0142owieka od \u015bwiata, nie wytrzymywa\u0142y pr\u00f3by \u017cadne s\u0105dy; by\u0142y redukowane do poziomu wra\u017ce\u0144 i ko\u0144czy\u0142y si\u0119 na najni\u017cszym z nich wszystkich, na doznaniu smaku\u201d (Arendt 2011: 64).<\/p>\n<\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">Wra\u017cenie, kt\u00f3re mam na my\u015bli w niniejszym eseju, b\u0119d\u0105cym nie wi\u0119cej ni\u017c pr\u00f3b\u0105 odczytania kilku stron trawelog\u00f3w polskiej pisarki, zak\u0142ada wi\u0119c mo\u017cliwo\u015b\u0107 takiego do\u015bwiadczenia \u015bwiata, w kt\u00f3rym p e w n a d o b r z e o k r e \u015b l o n a p r z e s t r z e \u0144 n a g l e w y k r a c z a p o z a g r a n i c e s w o j e j w i d z i a l n o \u015b c i, a t a k \u017c e p o z a g r a n i c e s w o j e g o c z a s u, c z y l i c z a s u d a t u j \u0105 c e g o m o j \u0105 t a m o b e c n o \u015b \u0107. Spojrzenie podr\u00f3\u017cnego przestaje by\u0107 (w przeciwie\u0144stwie do spojrzenia turysty, zawsze umieszczonego w kalendarium poszczeg\u00f3lnych etap\u00f3w zwiedzania) precyzyjnie datowane. W spojrzeniu Alberti data i pora czasu zawsze przywo\u0142uje inne daty, zawieszaj\u0105c dat\u0119 obecn\u0105, acz jej nie uniewa\u017cniaj\u0105c. Takim spojrzeniem pisarka ogarnia Bari, stare miasto marynarzy, rybak\u00f3w oraz \u015bw. Miko\u0142aja, kt\u00f3remu po\u015bwi\u0119cona katedra stoi zagubiona w zau\u0142kach i placykach <em>Bari vecchia<\/em>: \u201eZatrzymaj sw\u00f3j zegarek \u015bwietnej szwajcarskiej marki, tw\u00f3j Tissot, Omega czy Cyma, kt\u00f3ry zawsze pop\u0119dza\u0142 ci\u0119 na drodze do kariery, polityki, strajku, wojny, \u015bmierci. Nie wyrzucaj go! Niech sobie tylko odpocznie! Dzisiaj zatrzymujemy czas i na zegarze s\u0142onecznym odkrywamy czas inny, czas staro\u017cytno\u015bci\u201d (Alberti 1951: 79). Je\u017celi podstawimy s\u0142owo \u201espojrzenie\u201d w miejsce \u201elektury\u201d, zobaczymy, \u017ce w tego rodzaju wra\u017ceniach, jakie odciska na nas \u015bwiat, dokonuje si\u0119 to, o czym pisa\u0142 Jacques Derrida: \u201eData unosi, przenosi, przelatuje \u2013 i zaciera sama w swojej czytelno\u015bci. Zatarcie nie przytrafia si\u0119 jej jak jaki\u015b wypadek, nie wp\u0142ywa ono ani na jej sens, ani na jej czytelno\u015b\u0107 \u2013 przeciwnie \u2013 zlewa si\u0119 ono z samym doj\u015bciem lektury do tego, co data mo\u017ce jeszcze znaczy\u0107\u201d (Derrida 2000: 24).<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 25<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<h3>13.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Gdy chcemy na powa\u017cnie do\u015bwiadcza\u0107 tego, czym jest region, okolica, miejsce, musimy \u2013 co czyni Alberti w swych trawelogach \u2013 porzuci\u0107 ow\u0105 alienuj\u0105c\u0105 nas od \u015bwiata czyst\u0105 subiektywizacj\u0119, nie porzucaj\u0105c wszak siebie i swojej bio-grafii. Dopiero splecenie historii i bio-grafii umo\u017cliwi powstanie regionu, kt\u00f3ry zawsze, jak z tego wynika, niesie w sobie elementy zewn\u0119trzne, wniesione we\u0144 do\u015bwiadczenia zapisane w ciele i pami\u0119ci patrz\u0105cego. R e g i o n j e s t w i \u0119 c s p o s o b e m a n g a \u017c o w a n i a s i \u0119 w p e w n \u0105 p o s t a \u0107 \u015b w i a t a, f o r m \u0105 b r a n i a w n i m u d z i a \u0142 u. \u015awiat nie jest ani \u201eobiektywny\u201d jako zesp\u00f3\u0142 niezale\u017cnych ode mnie zjawisk i artefakt\u00f3w, nie jest te\u017c \u201esubiektywny\u201d, gdy\u017c nie ogranicza si\u0119 do bycia jedynie konstelacj\u0105 moich wra\u017ce\u0144. W pierwszym przypadku nie ufam sobie, w drugim \u2013 nie ufam \u015bwiatu. Tymczasem region poznajemy, zak\u0142adaj\u0105c ufno\u015b\u0107 wobec kszta\u0142t\u00f3w i postaci \u015bwiata oraz w\u0142asnej mo\u017cliwo\u015bci ich do\u015bwiadczania i badania. W istocie tym, co po\u015bredniczy w tworzeniu si\u0119 regionu jako krajobrazu, czemu zawdzi\u0119czamy jego pojawienie si\u0119 jako co\u015b wi\u0119cej ni\u017c jedynie geograficzno\u2011ekonomiczno- administracyjnej struktury, jest pewnego rodzaju kultura spojrzenia, co\u015b, co Arendt nazywa <em>cultura animi<\/em>, \u201ea wi\u0119c umys\u0142 \u0107wiczony i \u00bbuprawiany\u00ab w taki spos\u00f3b, \u017ce mo\u017cna mu powierzy\u0107 staranie o \u015bwiat zjawisk, czyli \u015bwiat, kt\u00f3ry oceniamy ze wzgl\u0119du na pi\u0119kno\u201d (Arendt 2011: 263). Region jako forma \u0107wiczenia umys\u0142u to punkt wyj\u015bcia wysi\u0142k\u00f3w Alberti. \u201eApulia\u201d, pisze, \u201eto region dla bardzo inteligentnych turyst\u00f3w; umys\u0142om ospa\u0142ym (menti torpide) wst\u0119p tam powinien by\u0107 wzbroniony\u201d (Alberti 1951: 220). Chodzi wi\u0119c o \u0107wiczenie umys\u0142u b\u0119d\u0105ce nierozerwalnie zwi\u0105zane z \u0107wiczeniem spojrzenia. Tylko pod tym warunkiem oka\u017cemy si\u0119 godni zadania troszczenia si\u0119 o \u015bwiat.<\/p>\n<h3>14.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">\u015aci\u015ble wyznaczona trajektoria naszego dzia\u0142ania regulowana przyj\u0119tymi powszechnie wyobra\u017ceniami o \u015bwiecie, nawykami ustalaj\u0105cymi punkty przeznaczenia naszych w\u0119dr\u00f3wek, s\u0105dami, kt\u00f3rych prawomocno\u015bci nie o\u015bmielamy si\u0119 kwestionowa\u0107, teraz rwie si\u0119 i strz\u0119pi. Z tak wysup\u0142anych nici zaczyna powstawa\u0107 nowa tkanina, nowy arras. To, co mia\u0142o by\u0107 jedynie przestrzeni\u0105 tranzytowego przejazdu, zatrzymuje nas i zmusza do pobytu. Z o s t a j e m y p r z e c h w y c e n i p r z e z p r z e s t r z e \u0144, k t \u00f3 r a w t e n s p o s \u00f3 b z a c z y n a s t a w a \u0107 s i \u0119 m i e j s c e m. Kalabria pojawia si\u0119 najpierw jako niechciane do\u015bwiadczenie przejazdu z Neapolu na Sycyli\u0119, do\u015bwiadczenie, kt\u00f3re nale\u017ca\u0142oby skr\u00f3ci\u0107 do minimum, westchn\u0105wszy \u201eOby jak najszybciej dojecha\u0107 na Sycyli\u0119\u201d (Alberti 2007: 25).<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 26-27<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Zadaniem \u0107wicz\u0105cego umys\u0142 podr\u00f3\u017cnego jest z\u0142ama\u0107 obowi\u0105zuj\u0105ce schematy turystycznych do\u015bwiadcze\u0144 (<em>schemi turistici<\/em>), schematy, kt\u00f3rych efektem jest to, \u017ce odkrycie i uporczywe propagowanie walor\u00f3w pewnych miejsc powoduje przys\u0142oni\u0119cie innych, kt\u00f3re traktowane s\u0105 jako sfery tranzytu, przejazdu, niewarte zatrzymania i uwagi. Turysta jest zawsze <em>w drodze do\u2026<\/em>, i owo do dysponuje parali\u017cuj\u0105c\u0105 si\u0142\u0105; sprawia, \u017ce wszystko inne jest mu s\u0142u\u017cebne, zniewolone jego moc\u0105 i s\u0142aw\u0105. Kampania bierze nas w jasyr dobrze utrwalonym w turystycznej legendzie wybrze\u017cem i pie\u015bni\u0105 <em>Wr\u00f3\u0107 do Sorrento<\/em>; \u201ewr\u00f3\u0107\u201d oznacza \u201eprzyjed\u017a\u201d, spiesznie przyb\u0105d\u017a porzucaj\u0105c wszelkie inne miejsca. Kalabria nie ma takiej pie\u015bni, nie ma jednego <em>do\u2026<\/em>, lokalizacji obdarzonej w\u0142asn\u0105 trudn\u0105 do pokonania grawitacj\u0105: \u201eKalabria nie ma takiej oficjalnej pie\u015bni, kt\u00f3ra uwodzi\u0142aby i przyci\u0105ga\u0142a turyst\u00f3w. Lecz by\u0107 mo\u017ce to i lepiej!\u201d (Alberti 2007: 27).<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Schematy turystyczne rysuj\u0105 mapy \u015bwiata, na kt\u00f3rych ostre demarkacyjne linie wyznaczaj\u0105 miejsca docelowe oddzielone od siebie ogromnymi bia\u0142ymi przestrzeniami tranzytu, kt\u00f3re s\u0105 obszarami \u201eignorancji i indolencji turysty\u201d (Alberti 2007: 26). Podr\u00f3\u017cny \u0107wicz\u0105cy umys\u0142 zatrzymuje si\u0119 w\u0142a\u015bnie tam, w miejscach i przystankach pomijanych przez turyst\u0119 po to, aby odkry\u0107 \u201epi\u0119kno, kt\u00f3re niczego nie na\u015bladuje, nie kszta\u0142tuje si\u0119 w spos\u00f3b dobrze ju\u017c gdzie indziej wypr\u00f3bowany, lecz zawsze objawia sw\u00f3j prawdziwy charakter, wywodz\u0105cy si\u0119 z jemu w\u0142a\u015bciwego g\u0142\u0119bokiego \u017ar\u00f3d\u0142a\u201d (Alberti 2007: 26). Dlatego \u017c\u0105danie wyra\u017cone w pie\u015bni <em>Wr\u00f3\u0107 do <\/em><em>Sorrento<\/em> jest \u017c\u0105daniem fa\u0142szywym w \u015bwiecie podr\u00f3\u017cnego \u0107wicz\u0105cego umys\u0142; wie on bowiem, \u017ce nie powrotu do tego samego miejsca, do miejsca, kt\u00f3re by\u0142oby takie samo \u201ejak dawniej\u201d, \u201ejak kiedy\u015b\u201d, a zatem, kt\u00f3re by\u0142oby \u201ejak zawsze\u201d. Pisze Alberti: \u201enie mo\u017cna nigdy powiedzie\u0107, \u017ce wraca si\u0119 t\u0105 sam\u0105 drog\u0105, bowiem \u00bbta sama\u00ab droga jest zawsze inna\u201d (Alberti 2007: 277).<\/p>\n<h3>15.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">\u0106wicz\u0105cy umys\u0142 podr\u00f3\u017cny nale\u017cy do cz\u0142owieka tranzytu. To, co mija na swej drodze, nie jest nigdy przeze\u0144 pomijane. Dekonstruuje on stabilno\u015b\u0107 celu zapisan\u0105 w dziesi\u0105tkach bedeker\u00f3w, po\u015bwi\u0119caj\u0105c si\u0119 temu, <em>co po drodze<\/em>. Dekonstruowanie, o kt\u00f3rym mowa, obejmie nie tylko samo miejsce przeznaczenia, ale tak\u017ce inne rutynowe czynno\u015bci reguluj\u0105ce nasze codzienne \u017cycie. \u0106wicz\u0105cy umys\u0142 nale\u017cy do przestrzeni tranzytu, kt\u00f3ra stawia pod znakiem zapytania wszystko to, co czynimy w miejscu rozpocz\u0119cia lub zako\u0144czenia podr\u00f3\u017cy, wszystko, co \u0142\u0105czy si\u0119 z zamieszkiwaniem i jego nawykami. Nic dziwnego, \u017ce drogi i \u015brodki transportu s\u0105 tak wa\u017cne w trawelogach Alberti.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 27-28<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">W ksi\u0105\u017cce o Kalabrii przeczytamy o do\u015bwiadczeniu jazdy samochodem g\u00f3rsk\u0105 tras\u0105 spl\u0105tan\u0105 w\u0119z\u0142ami licznych serpentyn, drog\u0105 niestrudzenie zmieniaj\u0105c\u0105 kierunek, b\u0119d\u0105c\u0105 labiryntem ka\u017c\u0105cym \u201eporzuci\u0107 wszelk\u0105 my\u015bl o prostej, bezpo\u015bredniej drodze do celu (<em>itinerario diritto<\/em>)\u201d (Alberti 2007: 274). To my\u015bl, kt\u00f3rej nie mo\u017cna przeoczy\u0107, bowiem \u2013 jak si\u0119 wydaje \u2013 kryj\u0105 si\u0119 w niej dwa wa\u017cne dla cz\u0142owieka \u0107wicz\u0105cego umys\u0142 do\u015bwiadczenia. Pierwsze m\u00f3wi o tym, \u017ce \u017cycie jest, mimo topografii cel\u00f3w, kt\u00f3re sobie wyznaczamy, mimo naszych tak precyzyjnych plan\u00f3w i zamierze\u0144, podr\u00f3\u017cowaniem \u201ebez celu\u201d lub \u2013 je\u015bli to zbyt ryzykowny s\u0105d \u2013 z celem nieustannie zmieniaj\u0105cym swoje po\u0142o\u017cenie. Niczym serpentynowy g\u00f3rski szlak, kt\u00f3ry \u201ewydaje si\u0119 szydzi\u0107 i pogardza\u0107 geometri\u0105\u201d. Drugie ka\u017ce nam s\u0105dzi\u0107, \u017ce rado\u015b\u0107 w\u0119drowania, a co za tym idzie i \u017cycia, jest w gruncie rzeczy, mimo ca\u0142ej bezwzgl\u0119dnej interesowno\u015bci sposob\u00f3w, w jakie urz\u0105dzili\u015bmy nasz\u0105 ludzk\u0105 rzeczywisto\u015b\u0107, bezinteresowna: \u201eOto droga, kt\u00f3ra jakby symbolizowa\u0142a fantazmatyczne w\u0119dr\u00f3wki m\u0142odego psa, kt\u00f3ry w ko\u0144cu zach\u0142ysn\u0105\u0142 si\u0119 wolno\u015bci\u0105\u201d (Alberti 2007: 274). W\u0119dr\u00f3wki takie nale\u017c\u0105 do tera\u017aniejszo\u015bci, zar\u00f3wno punkt wyj\u015bcia, jak i doj\u015bcia zawieraj\u0105 bowiem w sobie gro\u017ab\u0119 zaprzestania ruchu, a ta \u2013 z punktu widzenia do\u015bwiadcze\u0144 historycznych Alberti \u2013 sta\u0142a niepokoj\u0105co blisko zagro\u017cenia niszcz\u0105c\u0105 stagnacj\u0105 ideologicznych system\u00f3w, kt\u00f3re dla narzucenia swego obrazu \u015bwiata gotowe by\u0142y do wszelkich bestialstw. Alberti podr\u00f3\u017cuje terapeutycznie (do tego w\u0105tku przyjdzie nam jeszcze powr\u00f3ci\u0107), lecz to nie sam cel podr\u00f3\u017cy ma odegra\u0107 rol\u0119 uzdrawiaj\u0105c\u0105, lecz wszystko to, co przydarza si\u0119 w drodze do niego. A i samo miejsce przeznaczenia rozpadnie si\u0119 \u2013 rozerwane si\u0142ami historycznych skojarze\u0144 \u2013 na fragmenty poszczeg\u00f3lnych wydarze\u0144 odleg\u0142ych od siebie w czasie i bezpo\u015brednio z sob\u0105 niezwi\u0105zanych. W tym wzgl\u0119dzie polska pisarka przeczuwa ju\u017c kondycj\u0119 ludzi ponowoczesnych, kt\u00f3rzy<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">nie czekaj\u0105 na poci\u0105gi pospieszne, i nie spieszy im si\u0119 do jakich\u015b stacji ko\u0144cowych. Wszystkie bowiem stacje ko\u0144cowe zosta\u0142y rozpoznane jako miejsca, kt\u00f3re kryj\u0105 w sobie katastrof\u0119. Dlatego ludzie ponowocze\u015bni twierdz\u0105, \u017ce w sprawie celu ostatecznego s\u0105 absolutnymi ignorantami \u2013 przyjmuj\u0105 \u201estan przej\u015bciowy\u201d, konkretne tu i teraz jako stan ostateczny\u2026 (Heller 2013: 108).<\/p>\n<\/blockquote>\n<h3>16.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Gdy opuszczamy wybrze\u017ce apulijskie, sk\u0105d rozci\u0105ga si\u0119 rozleg\u0142y widok na ziemi\u0119 i Adriatyk, zmieniamy \u015brodek lokomocji \u2013 samoch\u00f3d ust\u0119puje miejsca kolei. Inna jest tak\u017ce metafora pozwalaj\u0105ca uchwyci\u0107 pole widzenia w jednym obrazie, jednym rzucie oka: taras apulijski staje si\u0119 teraz apulijskim kot\u0142em, mo\u017ce wr\u0119cz tyglem.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 28-29<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Ju\u017c nie <em>balconata pugliese<\/em>, lecz <em>calderone pugliese<\/em>. To nie tylko ruch topograficzny, lecz przede wszystkim zwrot w stron\u0119 innego materia\u0142u historii maj\u0105cy co\u015b wsp\u00f3lnego z romantycznym ruchem do wn\u0119trza i w g\u0142\u0105b, gdy\u017c \u201ez regionem jest tak, jak z cz\u0142owiekiem. Je\u015bli chcemy pozna\u0107 jego charakter, nie wystarczy pozna\u0107 brzegi i kraw\u0119dzie, kt\u00f3re z pewno\u015bci\u0105 dostarcz\u0105 nam kusz\u0105cych i pi\u0119knych widok\u00f3w. To wn\u0119trze decyduje o wielko\u015bci cz\u0142owieka i krainy\u201d (Alberti 1951: 137). Podr\u00f3\u017c do wn\u0119trza odbywa si\u0119 kolej\u0105, a tym samym staje si\u0119 podr\u00f3\u017c\u0105 serdeczn\u0105 i osobist\u0105. Nie tylko ze wzgl\u0119du na wspomnienia (\u201eKolej \u017celazna to \u015brodek lokomocji mojego dzieci\u0144stwa\u201d; Alberti 1951: 137), lecz przede wszystkim z powodu specyficznego ogl\u0105du rzeczywisto\u015bci, jakiego dostarcza podr\u00f3\u017c poci\u0105giem (\u201eTo poci\u0105g, a nie samolot, jak w twoim przypadku, pozwala\u0142 mi poznawa\u0107 \u015bwiat i smakowa\u0107 jego uroki\u201d; Alberti 1951: 137). Alberti wprowadza poprawk\u0119 do s\u0105du Goethego: to prawda, \u017ce buchaj\u0105ca par\u0105 lokomotywa jest uciele\u015bnieniem \u201elucyferycznego\u201d po\u015bpiechu, ale mo\u017cna po\u015bpiech \u00f3w wykorzystywa\u0107 jakby przeciwko niemu, \u015bledz\u0105c uwa\u017cnym spojrzeniem wszystko, co mijamy po drodze, nie pozwalaj\u0105c niczemu umkn\u0105\u0107, jakby ka\u017cdy z tych widok\u00f3w zatrzymywa\u0142 cz\u0105stk\u0119 naszego istnienia. Alberti praktykuje fenomenologi\u0119 \u201ewagonowego okna\u201d,<em> finestrino ferroviario<\/em> (Alberti 1951: 142). To anty-nowoczesne posuni\u0119cie Alberti: nowoczesno\u015b\u0107 nie umie w pe\u0142ni korzysta\u0107 z w\u0142asnych projekt\u00f3w i program\u00f3w, mo\u017ce ich tylko <em>u\u017cywa\u0107<\/em>, lecz nie potrafi wej\u015b\u0107 za ich pomoc\u0105 w g\u0142\u0119bok\u0105 struktur\u0119 rzeczywisto\u015bci. Nowoczesno\u015b\u0107, powiedzia\u0142by Heidegger, jedynie \u201edodaje\u201d wci\u0105\u017c nowe przedmioty do ju\u017c istniej\u0105cych, nie sil\u0105c si\u0119 na ich rozumienie pozwalaj\u0105ce nie tylko dodawa\u0107, ale i modyfikowa\u0107 spos\u00f3b postrzegania i porz\u0105dkowania \u015bwiata. \u201eCz\u0142owiek nowoczesny nie wie, jak zasmakowa\u0107 w daniu, kt\u00f3re nazywa si\u0119 wagonowe okno\u201d (Alberti 1951: 142).<\/p>\n<h3>17.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">W tej krytyce nowoczesno\u015bci Alberti ma znamienitego poprzednika. W drugim tomie Proustowskiej sagi kolej odgrywa niepo\u015bledni\u0105 rol\u0119: pozwala do\u015bwiadczy\u0107 rzeczy niebagatelnej \u2013 \u201eprzerwy w rutynie \u017cycia\u201d. Obserwuj\u0105c z okna poci\u0105gu \u015bwit w szczeg\u00f3lny spos\u00f3b o\u015bwietlaj\u0105cy wynurzaj\u0105cy si\u0119 z mroku krajobraz poci\u0105gu, bohater Prousta ods\u0142ania pok\u0142ady \u017cycia dotychczas ukryte pod przyzwyczajeniami: \u201eZazwyczaj \u017cyjemy nasz\u0105 istot\u0105 zredukowan\u0105 do minimum; wi\u0119kszo\u015b\u0107 naszych zdolno\u015bci drzemie, bo wspieraj\u0105 si\u0119 na przyzwyczajeniu, kt\u00f3re wie, co trzeba robi\u0107, i nie potrzebuje ich\u201d (Proust 1992: 216). Przyzwyczajenie,<em> l\u2019abitudine<\/em>, redukuje nasze bytowanie i aby po\u0142o\u017cy\u0107 kres owej stracie nale\u017cy podj\u0105\u0107 trud spojrzenia, kt\u00f3re \u2013 nie trac\u0105c nic z widok\u00f3w zewn\u0119trznego \u015bwiata \u2013 niejako zlepia\u0142oby go na nowo, tak, i\u017c nic nie by\u0142oby takie jak zwykle.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 29-30<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Trud, o kt\u00f3rym m\u00f3wimy, jest tak\u017ce wysi\u0142kiem fizycznym (\u201eApulia to ziemia, kt\u00f3ra wymaga pary dobrych but\u00f3w, kt\u00f3re zu\u017cyjesz podczas w\u0119dr\u00f3wki\u2026\u201d; Alberti 1951: 12), kt\u00f3remu nie k\u0142adzie kres podr\u00f3\u017c w wygodnym przedziale poci\u0105gu. Zmiany kolejowego szlaku dostarczaj\u0105 wci\u0105\u017c nowych widok\u00f3w, co oznacza tak\u017ce utrat\u0119 tych, kt\u00f3re dopiero co podziwiali\u015bmy. Oto doznania bohatera Prousta:<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">[\u2026] i ju\u017c rozpacza\u0142em, \u017cem straci\u0142 sw\u00f3j r\u00f3\u017cowy pas nieba, kiedym go ujrza\u0142 na nowo, tym razem czerwony, w przeciwleg\u0142ym oknie, kt\u00f3re porzuci\u0142 przy nowym zgi\u0119ciu szyn; tak, \u017ce bieg\u0142em wci\u0105\u017c od jednego do drugiego okna, aby zbli\u017cy\u0107, aby poskleja\u0107 przerywane i sprzeczne fragmenty mego pi\u0119knego szkar\u0142atnego i zmiennego poranka, mie\u0107 jego ca\u0142kowity widok i ci\u0105g\u0142y obraz (Proust 1992: 215).<\/p>\n<\/blockquote>\n<h3>18.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Alberti nie chce by\u0107 podr\u00f3\u017cnym zamkni\u0119tym w pudle wagonu. Nim wsi\u0105dzie do poci\u0105gu maj\u0105cego zawie\u017a\u0107 j\u0105 w g\u0142\u0105b apulijskiego kot\u0142a, przypomni to, co stanowi sprzeciw wobec biernej akceptacji nowoczesno\u015bci jako struktury, kt\u00f3ra udaremnia pe\u0142ne wykorzystanie stworzonych przez siebie instrument\u00f3w. Je\u015bli nowoczesno\u015b\u0107 mo\u017ce zosta\u0107 ocalona, mo\u017cna tego dokona\u0107 za spraw\u0105 tego, co procedury i wytwory owej nowoczesno\u015bci dekonstruuje i przesuwa na inny poziom. Poci\u0105g przestaje by\u0107 jedynie \u015brodkiem transportu, nie funkcjonuje ju\u017c tylko jako narz\u0119dzie maj\u0105ce jak najszybciej przenie\u015b\u0107 nas <em>z<\/em> \u2013<em> do<\/em> staj\u0105c si\u0119 ruchom\u0105 przestrzeni\u0105 przejazdu, tranzytu chwilowo zawieszaj\u0105cego tak silnie osadzon\u0105 w naszych przyzwyczajeniach grawitacj\u0119 logiki <em>z \u2013 do<\/em>. Wspominaj\u0105c podr\u00f3\u017c szwajcarskim poci\u0105giem alpejskim L\u00f6tscherberg-Bahn, Alberti pisze, i\u017c wraz z towarzyszk\u0105 podr\u00f3\u017cy (powtarzaj\u0105c dok\u0142adnie zachowanie Proustowskiego woja\u017cera) \u201ebiega\u0142y niczym zahipnotyzowane [widokami \u2013 T.S.] z lewa na prawo, z prawa na lewo, od okna do okna\u201d (Alberti 1951: 148), podczas gdy podr\u00f3\u017cuj\u0105cy z nimi elegancki Anglik z niezm\u0105conym spokojem pogr\u0105\u017cony by\u0142 w lekturze gazety. \u201eC\u00f3\u017c za idiota!\u201d, powie Alberti, ale by unikn\u0105\u0107 pu\u0142apki nadmiernie rychliwego s\u0105du, zapyta wysiadaj\u0105cego pasa\u017cera, czy aby przypadkiem nie jest mieszka\u0144cem tych okolic, kt\u00f3ry, znaj\u0105c doskonale widoki, nie musi po\u015bwi\u0119ca\u0107 im tyle uwagi. Gdy Anglik z niezr\u00f3wnan\u0105 grzeczno\u015bci\u0105, perfetta gentilezza, odpowie, \u017ce jest tu pierwszy raz, Alberti skonkluduje: \u201eBy\u0142 typowym przyk\u0142adem cz\u0142owieka niezdolnego doceni\u0107 tego, co daje wagonowe okno\u201d (Alberti 1951: 148).<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 30-31<\/strong><!--nextpage--><\/p>\n<p>Na pytanie, co daje okno, z kt\u00f3rego spogl\u0105damy na mijane pola, g\u00f3ry, miasta odpowiemy: m o \u017c e d a \u0107 o d e j \u015b c i e o d \u017c y c i a z r e d u k o w a n e g o d o m i n i m u m, s t w o r z y \u0107 o k a z j \u0119 d o w y k r o c z e n i a p o z a p o w i e r z c h o w n i e p o j m o w a n y p r o j e k t n o w o c z e s n o \u015b c i j a k o s p i e s z n e g o p o s t \u0119 p u, a z a t e m m o \u017c e b y \u0107 \u0107 w i c z e n i e m u m y s \u0142 u i s p o j r z e n i a o t w i e r a j \u0105 c y m i m o \u017c l i w o \u015b \u0107 n o w e j p r z y s z \u0142 o \u015b c i, i n n e j n i \u017c t y l k o t a, k t \u00f3 r a j e s t m n i e j l u b b a r d z i e j b e z \u0142 a d n y m s k \u0142 a d o w a n i e m s z c z \u0105 t k \u00f3 w p r z e s z \u0142 o \u015b c i.<\/p>\n<h3>19.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Podr\u00f3\u017c poci\u0105giem jako do\u015bwiadczenie tworzenia na nowo rzeczywisto\u015bci, a nie jedynie bycie w niej przenoszonym z miejsca w miejsce \u2013 to Proustowska korekta przewin, jakimi Goethe obci\u0105\u017ca nowoczesno\u015b\u0107. To tak\u017ce korektura podr\u00f3\u017cy i kolei jako instytucji b\u0119d\u0105cej symbolem i domen\u0105 technicznej i organizacyjnej racjonalno\u015bci cz\u0142owieka. To, co Proust nazywa \u201esklejaniem\u201d fragment\u00f3w pejza\u017cu, co praktykuje Alberti wraz ze sw\u0105 towarzyszk\u0105 w wagonie szwajcarskiej kolei, to nie odrzucenie racjonalno\u015bci, lecz raczej wyj\u015bcie poza jej \u015bcis\u0142e granice wyznaczone techniczn\u0105 konstrukcj\u0105 poci\u0105gu, mo\u017cliwo\u015bciami szyn, chronometri\u0105 rozk\u0142adu jazdy, organizacyjnymi mundurami kolejarzy. Kiedy wi\u0119c Michel de Certeau twierdzi, i\u017c \u201epodr\u00f3\u017cuje wy\u0142\u0105cznie zracjonalizowana kom\u00f3rka. Kapsu\u0142a panoptycznej i klasyfikuj\u0105cej w\u0142adzy, modu\u0142 zamkni\u0119cia umo\u017cliwiaj\u0105cy wytwarzanie jakiego\u015b porz\u0105dku\u2026\u201d (de Certeau 2008: 111) ma racj\u0119 tak d\u0142ugo, dop\u00f3ki anarchiczny ruch \u201ezahipnotyzownych\u201d, <em>due ipnotizzante<\/em>, pasa\u017cerek bez\u0142adnie przebiegaj\u0105cych od okna do okna nie zawiesi owego porz\u0105dku racjonalno\u015bci pilnuj\u0105cego logiki <em>z<\/em> \u2013 <em>do<\/em>. Wewn\u0105trz racjonalnej struktury pojawia si\u0119 ruch nadaj\u0105cy jej inne znaczenie, przekierunkowuj\u0105cy jej bieg: teraz liczy si\u0119 nie to, co odbywa si\u0119 w drodze, w kt\u00f3rej podstawowe znaczenie ma <em>z<\/em> i<em> do<\/em>. Teraz to \u201eracjonalnie\u201d zachowuj\u0105cy si\u0119 pasa\u017cer spokojnie czytaj\u0105cy gazet\u0119 i niezwracaj\u0105cy uwagi na rzeczy przesuwaj\u0105ce si\u0119 za oknem jawi si\u0119 chwilowo jako \u201eidiota\u201d, kto\u015b trac\u0105cy niepowtarzaln\u0105 szans\u0119. Sam de Certeau, cho\u0107 obstaje przy og\u00f3lnych ramach racjonalno\u015bci, dopuszcza mo\u017cliwo\u015b\u0107 takiej dekonstruuj\u0105cej rewolty: \u201eZgromadzenie [pasa\u017cer\u00f3w \u2013 T.S.] nie podporz\u0105dkowuje si\u0119 jednak hierarchiom porz\u0105dku dogmatycznego; jest raczej uj\u0119t\u0105 w sie\u0107 technokratycznej dyscypliny b\u0119d\u0105c\u0105 niem\u0105 racjonalizacj\u0105 wolnego atomizmu\u201d (de Certeau 2008: 113).<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Je\u015bli poci\u0105g, jak pragnie de Certeau, uog\u00f3lnia melancholi\u0119 Albrechta D\u00fcrera, doznanie ca\u0142kowitej zewn\u0119trzno\u015bci \u015bwiata, kiedy to jeste\u015bmy \u201epoza rzeczami, kt\u00f3re pozostaj\u0105 tam, od\u0142\u0105czone, samoistne i porzucaj\u0105ce nas\u201d (de Certeau 2008: 111), to zar\u00f3wno trawelogi Alberti, jak i do\u015bwiadczenie woja\u017cera zd\u0105\u017caj\u0105cego do Balbec podaj\u0105 w w\u0105tpliwo\u015b\u0107 nieodwo\u0142alny charakter tej zasady.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 31-32<\/strong><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">\u201eWolny atomizm\u201d \u0107wicz\u0105cego umys\u0142 podr\u00f3\u017cnego b\u0119dzie zawsze zabiega\u0142 o to szczeg\u00f3lne zwi\u0105zanie z rzeczami, kt\u00f3re Proustowi ka\u017ce przywi\u0105za\u0107 si\u0119 do przelotnie spostrze\u017conej przy szlaku dziewczyny (\u201e\u017bycie wydawa\u0142oby mi si\u0119 rozkoszne, gdyby je tylko m\u00f3g\u0142 godzina po godzinie, sp\u0119dzi\u0107 z ni\u0105\u2026\u201d; Proust 1992: 216), a Alberti odnajdowa\u0107 filozoficzny wymiar krajobrazu (\u201ePejza\u017c kalabryjski z pewno\u015bci\u0105 wywo\u0142a\u0142 na jego twarzy czu\u0142y, filozoficzny u\u015bmiech, nie tylko na ustach, lecz czo\u0142o, oczy, owal twarzy, profilu, wszystko u\u015bmiecha\u0142o si\u0119 w ten spos\u00f3b\u201d; Alberti 2007: 94).<\/p>\n<h3>20.<\/h3>\n<p>Pos\u0142uchajmy Jacques\u2019a Derridy:<\/p>\n<blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">Poprzez miejsce rozumiem zar\u00f3wno relacj\u0119 do granicy, kraju, domu, progu, jak i ka\u017cde usytuowanie, ka\u017cd\u0105 sytuacj\u0119 w og\u00f3le, pocz\u0105wszy od kt\u00f3rej \u2013 praktycznie, pragmatycznie \u2013 zawi\u0105zuj\u0105 si\u0119 zwi\u0105zki, ustalaj\u0105 si\u0119 kontrakty, kodeksy i konwencje, kt\u00f3re nadaj\u0105 znaczenie nieznacz\u0105cemu, ustalaj\u0105 has\u0142a, naginaj\u0105 j\u0119zyk do tego, co go przekracza, czyni\u0105 z niego moment gestu i kroku, sprawiaj\u0105, \u017ce staje si\u0119 on drugorz\u0119dny lub \u201eodrzucaj\u0105\u201d go po to, aby na powr\u00f3t go odnale\u017a\u0107 (Derrida 2000: 33).<\/p>\n<\/blockquote>\n<p style=\"text-align: justify;\">Miejsce zatem to przede wszystkim \u201esytuacja\u201d (termin wyr\u00f3\u017cniony kursyw\u0105 w oryginalnym francuskim tek\u015bcie), nie ka\u017cda \u2013 dodajmy \u2013 lecz taka, w kt\u00f3rej zawi\u0105zuj\u0105 si\u0119, a wi\u0119c (by uciec si\u0119 do przyj\u0119tej przez nas metafory) splataj\u0105, spl\u0105tuj\u0105, tkaj\u0105 si\u0119 lu\u017ane do tej pory nici. Splot \u00f3w tworzy to, co Alberti nazywa \u201earrasem\u201d, a wi\u0119c \u0142\u0105czy i wi\u0105\u017ce nici tak, by tworzy\u0142y historie obdarzone znaczeniem, ale \u2013 co nader istotne, wr\u0119cz nie do przeoczenia \u2013 znaczenie to nie posuwa si\u0119 do zdrady wobec tego, co \u201enieznacz\u0105ce\u201d. L u d z k i e k a t e g o r i e f u n k c j o n u j \u0105 t a k, i \u017c w c i \u0105 \u017c r o z b r z m i e w a w n i c h e c h o n i e &#8211; l u d z k i e g o; i n a c z e j m \u00f3 w i \u0105 c, p u l s n i e &#8211; l u d z k i e g o d a j e s i \u0119 w c i \u0105 \u017c o d c z u \u0107 w l u d z k i c h o p o w i e \u015b c i a c h i l u d z k i m s p o s o b i e o r g a n i z o w a n i a \u015b w i a t a.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Kiedy Alberti ogl\u0105da w Giurdignano megalityczne kamienne bloki, odnotuje g\u0142\u0119bok\u0105 r\u00f3\u017cnic\u0119 mi\u0119dzy tym tajemniczym skalnym ogrodem a klasycznymi ogrodami ofiaruj\u0105cymi w\u0119drowcowi \u201eprzyjemny moment wytchnienia w podr\u00f3\u017cy\u201d. W przeciwie\u0144stwie do nich, do kwietno-drzewnych ogrodowych fantazji Florencji czy Granady, kamienne ogrody Giurdignano \u201edaj\u0105 do my\u015blenia\u201d. Chodzi w\u0142a\u015bnie o owo <em>tensione di pensiero<\/em> b\u0119d\u0105ce osnow\u0105 tworzenia si\u0119 arrasu miejsca.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 32-33<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Oto jak pisze o tym Alberti: \u201eNa przyk\u0142ad ta wysoka na trzy metry lita ska\u0142a, nawet dzisiaj nasuwaj\u0105ca my\u015bl o jakiej\u015b nadludzkiej sile (<em>qualche forza sovrahumana<\/em>), bowiem stajemy jakby twarz\u0105 w twarz z tym, co boskie (<em>la Divinit\u00e9<\/em>)\u2026\u201d (Alberti 1951: 219).<\/p>\n<h3>21.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">N i e &#8211; l u d z k i e m u s i p o w r \u00f3 c i \u0107 w l u d z k i e j h i s t o r i i, a b y m \u00f3 g \u0142 u f o r m o w a \u0107 s i \u0119 k r a j o b r a z. Powraca r\u00f3wnie\u017c w j\u0119zyku, odnajduj\u0105c na nowo \u201ezgubione\u201d na chwil\u0119, zatarte przelotnie w codziennym u\u017cyciu znaczenia. Powr\u00f3t ten przekierowuje mow\u0119, nadaje jej charakter pierwotnego wezwania, suplikacji, kt\u00f3rej adresat dopiero co ods\u0142oni\u0119ty na nowo, ju\u017c niknie i pogr\u0105\u017ca si\u0119 w milczeniu. To szczeg\u00f3lny, trudny do uchwycenia moment, w kt\u00f3rym mowa ludzka wykracza poza porz\u0105dek <em>logos<\/em>, aby otrze\u0107 si\u0119 o modlitewne wezwanie. Podkre\u015blmy, nie o modlitw\u0119 jako tak\u0105 tu chodzi, bowiem ta zak\u0142ada ju\u017c sp\u00f3jne wypowiedzenie, wyartyku\u0142owanie pr\u00f3\u015bb, lecz w\u0142a\u015bnie wezwanie, wszak ono pozostaje na poziomie minimalnej artykulacji; jest nie wi\u0119cej ni\u017c wykrzykiem. To pierwsze wezwanie brzmi Theos, \u201ejak zapewniaj\u0105 uczeni i j\u0119zykoznawcy, pierwsze s\u0142owo wypowiedziane na ziemi przez cz\u0142owieka\u201d (Alberti 1951: 219). Wykrzykni\u0119cie przekierowuje mow\u0119, ale jest to ruch jednostronny. W przywo\u0142anym cytacie Derridy odnajdziemy istot\u0119 problemu: j\u0119zyk zostaje nagi\u0119ty do tego, co go przekracza, staj\u0105c si\u0119 drugorz\u0119dny. Krajobraz pozwala do\u015bwiadczy\u0107 tej drugorz\u0119dno\u015bci ludzkiej mowy w spos\u00f3b, paradoksalnie, nader <em>wymowny<\/em>. W i \u0105 \u017c \u0105 c s i \u0119 z e \u015b w i a t e m w \u0107 w i c z e n i u u m y s \u0142 u p o t o, a b y s i \u0119 o n i e g o t r o s k a \u0107, d o z n a j e m y w y m o w &#8211; n e g o m i l c z e n i a \u015b w i a t a i w t e n s p o s \u00f3 b u w a l n i a m y g o o d \u015b c i s \u0142 y c h z a l e \u017c n o \u015b c i n a r z u c o n y c h m u p r z e z l o g o s l u d z k i c h w y s i \u0142 k \u00f3 w i s t a r a \u0144. Pisze Andrzej Falkiewicz: \u201eKa\u017cda modlitwa jest wygran\u0105 \u2013 bo wytr\u0105ca z nawyku, zmusza do szukania. Ka\u017cda modlitwa jest wygran\u0105 \u2013 bo przy tej okazji mo\u017cna wypowiedzie\u0107 s\u0142owa, kt\u00f3re inaczej nie zosta\u0142yby wypowiedziane\u201d (Falkiewicz 2009: 32). Krajobraz \u201ezmusza do szukania\u201d i do kszta\u0142towania si\u0119 do form, kt\u00f3re inaczej pozosta\u0142yby nie-foremne.<\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">To, co przekracza j\u0119zyk, milczy, zaklinaj\u0105c milczenie w nader <em>wymownej<\/em> postaci prastarych kamieni, menhir\u00f3w i dolmen\u00f3w megalitycznego ogrodu. <em>Theos<\/em>, p\u00f3\u017aniej przeobra\u017cony w \u0142aci\u0144skie <em>deus<\/em>, zachowuje milczenie, <em>non risponde<\/em>. Ta cisza jest cisz\u0105 \u015bwiata staj\u0105cego si\u0119 krajobrazem, w kt\u00f3rym cz\u0142owiek mie\u015bci si\u0119 bezgranicznie (jako element <em>zoe<\/em>, wiecznie podtrzymuj\u0105cego si\u0119 \u017cycia metabolizmu i reprodukcji), ale jednocze\u015bnie jest bezwzgl\u0119dnie z niego wy\u0142\u0105czony (jako <em>bios<\/em>, tw\u00f3rca kultury i cywilizacji).<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 33-34<\/strong><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Tak zapisuje t\u0119 sytuacj\u0119 Alberti: \u201eJego [boga \u2013 T.S.] milczenie mo\u017ce sprawi\u0107, \u017ce deszcz przestanie pada\u0107, ale odpowied\u017a temu, kt\u00f3ry rozbi\u0142 atom, zwa\u017cy\u0142 ci\u0119\u017car Betelguezy zdecydowanie nie mie\u015bci si\u0119 w boskim planie\u201d (Alberti 1951: 220). By zrozumie\u0107 krajobraz, musimy us\u0142ysze\u0107 \u00f3w brak odpowiedzi, jaki milczeniem przedmiot\u00f3w i zjawisk <em>wypowiada si\u0119 Theos\/Deus<\/em> nie-ludzkiego.<\/p>\n<h3>22.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Podr\u00f3\u017c Alberti i w\u0142a\u015bciwe jej spojrzenie niestrudzenie \u0107wicz\u0105cego si\u0119 umys\u0142u ma tak\u017ce walor terapeutyczny. Czytaj\u0105c kalabryjskie i apulijskie wra\u017cenia, raz za razem napotykamy miejsca, w kt\u00f3rych przestrze\u0144, staj\u0105c si\u0119 arrasem, opowiada wydarzenia maj\u0105ce by\u0107 \u017ar\u00f3d\u0142em sanuj\u0105cego pouczenia. Alberti st\u0105pa \u015bcie\u017ck\u0105 wytyczon\u0105 siedem wiek\u00f3w wcze\u015bniej przez Franceska Petrark\u0119, dla kt\u00f3rego podr\u00f3\u017c by\u0142a nie tylko modelem \u017cycia, lecz stanowi\u0142a wyobra\u017cenie \u201eterapii i metody zdobywania m\u0105dro\u015bci\u201d, a wi\u0119c stanowi\u0142a znak \u201ezainteresowania tym, co inne, przekraczania granic\u201d (Ugniewska 2011: 55). To, co przydarza si\u0119 w tej terapii (w\u0142a\u015bnie przydarza, bowiem przestrze\u0144 ujawnia si\u0119 przed nami niespodziewanie, podatna na wszelkie przygodne zjawiska i wydarzenia nie do przewidzenia w swej ulotnej, codziennej banalno\u015bci), to przede wszystkim jej uderzaj\u0105cy moment pocz\u0105tkowy, w kt\u00f3rym stwierdzamy, i\u017c nasze rzekomo niezawodne przygotowanie do \u017cycia okazuje si\u0119 iluzoryczne. Jest (w najlepszym razie) przygotowaniem do tego, co dzieje si\u0119 jedynie na dobrze wytyczonym szlaku zwyczaju i nawyku, modelu \u017cycia wynikaj\u0105cego z przyj\u0119tej organizacji \u015bwiata. Rozdzia\u0142 o \u015bw. Franciszku di Paolo rozpoczyna Alberti od wyznania takiej niegotowo\u015bci: \u201eJako c\u00f3rka epoki przemys\u0142owej lubi\u0105ca (by\u0107 mo\u017ce wbrew w\u0142asnej woli) realistyczny spos\u00f3b my\u015blenia, nie by\u0142am zapewne przeznaczona do tego, by kre\u015bli\u0107 sylwetk\u0119 Francesco di Paolo jako \u015bwi\u0119tego\u201d (Alberti 2007: 86). Rytm wsp\u00f3\u0142czesnego \u017cycia nie harmonizuje ze \u015bwi\u0119to\u015bci\u0105. Wyznaczany jest bowiem niepohamowan\u0105 tendencj\u0105 do bogacenia si\u0119, kt\u00f3ra sw\u0105 logik\u0105 nieub\u0142aganej ekwiwalencji (zawsze co\u015b za co\u015b, zawsze jedno przeliczalne \u201eco\u015b\u201d zostaje zamienione na inne przeliczalne \u201eco\u015b\u201d, \u201enic nie wynika z nic\u201d \u2013 to wiedzia\u0142 ju\u017c stary Lear) obejmuje wszystkie dziedziny \u017cycia indywidualnego i spo\u0142ecznego. \u201eZarabia\u0107, zarabia\u0107, jak najwi\u0119cej si\u0119 da! Nic za nic! P\u0142a\u0107! P\u0142a\u0107! Dwie r\u0119ce! Jedna liczy pieni\u0105dze! Druga ju\u017c wyci\u0105gni\u0119ta, czekaj! Nie zap\u0142acisz, nie b\u0119dziesz mia\u0142! Rzecz jasna, \u017ce organizacja spo\u0142ecze\u0144stwo nie mo\u017ce oprze\u0107 si\u0119 jedynie na mi\u0142osierdziu (<em>Carit\u00e0<\/em>)\u2026\u201d (Alberti 2007: 88). Poni\u017cenie i upodlenie narzucone przez bezlitosn\u0105 struktur\u0119 porz\u0105dku rzeczywisto\u015bci sprawiaj\u0105, \u017ce nad \u015bwiatem zapadaj\u0105 ciemno\u015bci. \u015awi\u0119to\u015b\u0107 jest niczym innym jak skromnym rozb\u0142yskiem \u015bwiat\u0142a w tych mrokach. St\u0105d wielko\u015b\u0107 \u015bw. Franciszka di Paolo, kt\u00f3rego \u201eosobowo\u015b\u0107, dzisiaj, w epoce poni\u017caj\u0105cego k\u0142onienia si\u0119 przed mo\u017cnymi tego \u015bwiata, emanuje imponuj\u0105cym \u015bwiat\u0142em\u2026\u201d (Alberti 2007: 92).<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 34-35<\/strong><!--nextpage--><\/p>\n<h3>23.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Ale w\u0119dr\u00f3wka \u0107wicz\u0105cego umys\u0142 i spojrzenie podr\u00f3\u017cnego jest tak\u017ce terapi\u0105 na nieub\u0142agan\u0105 historyczno\u015b\u0107 naszego istnienia. Gdy <em>zoe<\/em> staje si\u0119 <em>bios<\/em>, czyni to w imi\u0119 obietnic, kt\u00f3rych nie b\u0119dzie w stanie dotrzyma\u0107. Historia to zapis owych zdradzonych przyrzecze\u0144. Przypominaj\u0105c sobie dramatyczne wydarzenia powstania warszawskiego, niepogrzebane zw\u0142oki le\u017c\u0105ce na ulicach, kobiety s\u0142u\u017c\u0105ce jako \u017cywe tarcze nacieraj\u0105cym niemieckim czo\u0142gom, Alberti m\u00f3wi o cz\u0142owieku obna\u017conym nie tylko z wszelkiej moralno\u015bci, ale nawet z prostych ludzkich przyzwyczaje\u0144 i nawyk\u00f3w (Alberti 1951: 234). Niedotrzymana obietnica, to wiecznie zdradzana promesa Bo\u017cego pokoju, Bo\u017cego zawieszenia broni, <em>Tregua di Dio<\/em>, kt\u00f3r\u0105 z\u0142o\u017cy\u0142 w 1093 roku papie\u017c Urban II. Dzieje ludzko\u015bci powtarzaj\u0105 i odgrywaj\u0105 wci\u0105\u017c na nowo histori\u0119 zdradzonej i wzi\u0119tej podst\u0119pem Troi lub krwawych p\u00f3l pod Kannami.<\/p>\n<p><a name=\"przyp_2.1\"><\/a><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">Utopistyczne zadanie Alberti brzmi wi\u0119c nast\u0119puj\u0105co: n a l e \u017c y w y d o b y \u0107 z h i s t o r i i w s z y s t k o t o, c o p o z w o l i j e j <em>w y d o b y \u0107 s i \u0119<\/em> z h i s t o r i i. Poznanie fakt\u00f3w i genezy wypadk\u00f3w jest niezb\u0119dne, ale naprawd\u0119 uka\u017ce ono swe znaczenie i donios\u0142o\u015b\u0107 dopiero wtedy, gdy umo\u017cliwi przysz\u0142o\u015b\u0107 nie pisan\u0105 pod dyktando minionego czasu. Bliska to wizja historyczno\u015bci tej, kt\u00f3r\u0105 zapisa\u0142 Walter Benjamin w swym s\u0142ynnym komentarzu do obrazu Paula Klee. Anio\u0142 historii, <em>Angelus<\/em><em> novus<\/em>, dostrzega jedynie groz\u0119 przesz\u0142o\u015bci, \u201ejedn\u0105 wielka katastrof\u0119\u201d (Benjamin 1975: 156)<a href=\"#przyp_2\">[2]<\/a>, niezdolny jest bowiem do zwr\u00f3cenia spojrzenia w inn\u0105 stron\u0119. P\u0119d wydarze\u0144 okazuje si\u0119 tak niepowstrzymany, \u017ce nie pozwala nawet na dope\u0142nienie podstawowych ludzkich obowi\u0105zk\u00f3w (\u201eChcia\u0142by si\u0119 pewnie zatrzyma\u0107, zbudzi\u0107 pomar\u0142ych i posk\u0142ada\u0107 szcz\u0105tki za\u015bcielaj\u0105ce pobojowisko. Lecz od raju wieje wicher\u2026\u201d.); pozostaje jedynie dodawanie wci\u0105\u017c nowych ofiar, a przysz\u0142o\u015b\u0107 nie mo\u017ce by\u0107 niczym innym, jak ich bez\u0142adnym mno\u017ceniem. Wicher p\u0119dz\u0105cy anio\u0142a jest si\u0142\u0105 nap\u0119dow\u0105 historii, troszcz\u0105c\u0105 si\u0119 jedynie o utrzymanie nale\u017cytego tempa, bez utrudnie\u0144 i modyfikacji. \u201eWicher ten niepowstrzymanie gna go w przysz\u0142o\u015b\u0107, do kt\u00f3rej zwr\u00f3cony jest plecami, podczas gdy przed nim a\u017c pod niebo wyrasta zwalisko ruin. To, co nazywamy post\u0119pem, to w\u0142a\u015bnie ten wicher\u201d. Historia jest w sensie dos\u0142ownym bez przysz\u0142o\u015bci, gdy\u017c przysz\u0142o\u015b\u0107 wymaga\u0142aby spojrzenia, do kt\u00f3rego nie jeste\u015bmy zdolni. Dlatego Alberti przemierza pola pod Kannami pami\u0119taj\u0105c lekcj\u0119 strategii, jakiej wojskowym akademiom udziela stale Hannibal oraz dumnego patriotyzmu obro\u0144c\u00f3w Rzymu, ale niestrudzenie podkre\u015bla, \u017ce nie dociekanie tych spraw jest jej zadaniem: \u201edzisiaj nie interesuje nas genialna strategia semickiego wodza, ani dumny ogie\u0144 aryjskiego heroizmu [\u2026], dzisiaj zajmuje nas psychologia i filozofia Kann\u201d (Alberti 1951: 129). Dodajmy \u2013 bitwy uznanej za jedn\u0105 z najwa\u017cniejszych batalii w dziejach, zmagania, kt\u00f3rego cen\u0119 zap\u0142aci\u0142o 120 tysi\u0119cy \u017co\u0142nierzy pad\u0142ych mi\u0119dzy \u015bwitem a wieczorem.<\/p>\n<div style=\"height: 2px; border-bottom: 3px solid grey; width: 250px;\">\u00a0<\/div>\n<p style=\"text-align: justify;\"><a name=\"przyp_2\"><\/a><a href=\"#przyp_2.1\">[2]<\/a>Kolejne cytaty pochodz\u0105 z tej samej strony.<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 35-36<\/strong><\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><!--nextpage--><\/p>\n<h3>24.<\/h3>\n<p style=\"text-align: justify;\">Utopistyczny zamiar Alberti polega na podj\u0119ciu pr\u00f3by zaleczenia rany, jak\u0105 jest historia. Chce wyrwa\u0107 si\u0119 z p\u0119du dziej\u00f3w, wypowiedzie\u0107 pos\u0142usze\u0144stwu o\u015bwieceniowej idei post\u0119pu, wydoby\u0107 si\u0119 z historii, by \u2013 jak chcia\u0142by to uczyni\u0107 Anio\u0142 Klee\/Benjamina \u2013 nale\u017cycie pochowa\u0107 zmar\u0142ych (przypomnijmy tkwi\u0105cy w pami\u0119ci pisarki obraz niepogrzebanych ofiar powstania warszawskiego), by w ten spos\u00f3b m\u00f3c odwr\u00f3ci\u0107 spojrzenie tak, by przysz\u0142o\u015b\u0107 ukaza\u0142a si\u0119 nie tylko jako krwawe powt\u00f3rzenie tych samych b\u0142\u0119d\u00f3w. Odkrywamy teraz jeszcze jeden cel \u0107wiczenia umys\u0142u i spojrzenia: to droga do zwr\u00f3cenia si\u0119 w stron\u0119 tego, co nadchodzi, a nie jedynie rozpaczliwe przypatrywanie si\u0119 rosn\u0105cym zgliszczom. Gdy Alberti zwalnia kroku, spowalnia sw\u0105 w\u0119dr\u00f3wk\u0119, czyni to po to, by, wydostawszy si\u0119 spod w\u0142adzy \u201elucyferycznego po\u015bpiechu\u201d, dokona\u0107 re wizjonistycznej pr\u00f3by zbudowania przysz\u0142o\u015bci w duchu Bo\u017cego rozejmu; T r e g u a d i D i o d o k o n a \u0107 s i \u0119 m o \u017c e t y l k o p r z e z o d n o w i o n e s p o j r z e n i e, p r z e z s i \u0142 \u0119 m o r a l n \u0105 u m o \u017c &#8211; l i w i a j \u0105 c \u0105 w y p o w i e d z e n i e p o s \u0142 u s z e \u0144 s t w a m e c h a n i z m o m r e &#8211; g u l u j \u0105 c y m n a s z s p o s \u00f3 b d z i a \u0142 a n i a. Alberti powie o tym jako o <em>forza di <\/em><em>dissuasione morale<\/em> (Alberti 1951: 181), ta za\u015b dokona\u0107 si\u0119 mo\u017ce wtedy, gdy dzieje przestan\u0105 by\u0107 jedynie materia\u0142em historycznym, polem docieka\u0144 \u201ejak by\u0142o\u201d, a stan\u0105 si\u0119, jako \u201epouczenie moralne\u201d, <em>esortazione morale<\/em>, podstaw\u0105 do przebudowania praktyki politycznej i spo\u0142ecznej. Tylko tak mo\u017cna zaleczy\u0107 ran\u0119 otwieraj\u0105c\u0105 si\u0119 wci\u0105\u017c na nowo, ran\u0119, kt\u00f3ra jest histori\u0105: <em>la ferita che tragicamente si ripete e si <\/em><em>riapre ad ogni generazione<\/em>, <em>su tutto l\u2019orbe terracqueo<\/em> (Alberti 1951: 181). Utopistyczna historiozofia Alberti chce by\u0107 praktyk\u0105 spo\u0142ecznego dobrostanu, \u201ekultur\u0105 opart\u0105 na sprawiedliwo\u015bci i r\u00f3wno\u015bci wszystkich\u201d (Alberti 1951: 181). Jak u Benjamina, stawk\u0105 tego my\u015blenia jest przebudowana tera\u017aniejszo\u015b\u0107 otwieraj\u0105ca mo\u017cliwo\u015b\u0107 innej, \u201enowej\u201d przysz\u0142o\u015bci. Nie jest wi\u0119c Alberti przedstawicielk\u0105 historyzmu, lecz zg\u0142\u0119bia histori\u0119 jako do\u015bwiadczenie materialno\u015bci \u015bwiata prze\u017cywanej przez nas tu i teraz. Przywo\u0142ajmy jeszcze raz cytat z tekstu Benjamina z <em>Tez historiozoficznych<\/em>:<\/p>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 36<\/strong><\/p>\n<p><!--nextpage--><\/p>\n<p style=\"text-align: justify;\">\u201eMaterialista historyczny nie mo\u017ce zrezygnowa\u0107 z poj\u0119cia tera\u017aniejszo\u015bci, kt\u00f3ra nie jest tylko przej\u015bciem, lecz zatrzyma\u0142a si\u0119 w czasie i zamar\u0142a w bezruchu. Poj\u0119cie to bowiem definiuje tera\u017aniejszo\u015b\u0107, w kt\u00f3rej opisuje on histori\u0119\u201d (Benjamin 1975: 161).<\/p>\n<p><strong>Bibliografia<\/strong><\/p>\n<ul>\n<li>Alberti Kazimiera (1951): <em>Segreti di Puglia<\/em>. Trad. di A. Cocola. Napoli.<\/li>\n<li>Alberti Kazimiera (2007): <em>L\u2019anima della Calabria<\/em>. Trad. di A. Cocola. Rubbettino.<\/li>\n<li>Arendt Hannah (2011): <em>Mi<\/em><em>\u0119<\/em><em>dzy czasem minionym a przysz<\/em><em>\u0142<\/em><em>ym<\/em>. T\u0142um. M. Gody\u0144, W.\u00a0Madej. Warszawa.<\/li>\n<li>Benjamin Walter (1975): <em>Tezy historiozoficzne<\/em>. T\u0142um. J. Sikorski. W: Benjamin W.: <em>Tw<\/em><em>\u00f3<\/em><em>rca jako wytw<\/em><em>\u00f3<\/em><em>rca<\/em>. Wyb. H. Or\u0142owski. Pozna\u0144.<\/li>\n<li>Blake William (2001): <em>Za<\/em><em>\u015b<\/em><em>lubiny Nieba i Piek<\/em><em>\u0142<\/em><em>a<\/em>. W: Idem: <em>Milton. Za<\/em><em>\u015b<\/em><em>lubiny Nieba i Piek<\/em><em>\u0142<\/em><em>a<\/em>. T\u0142um. W. Juszczak. Krak\u00f3w.<\/li>\n<li>Blumenberg Hans (2013): <em>\u201eSekularyzacja\u201d. Krytyka pewnej kategorii historycznej nieprawowito<\/em><em>\u015b<\/em><em>ci<\/em>. T\u0142um. T. Zatorski. \u201eKronos\u201d, nr 2.<\/li>\n<li>de Certeau Michel (2008): <em>Wynale<\/em><em>\u017a\u0107<\/em><em> codzienno<\/em><em>\u015b\u0107<\/em><em>. Sztuki dzia<\/em><em>\u0142<\/em><em>ania<\/em>. T\u0142um. K. Thiel\u2011Ja\u0144czuk. Krak\u00f3w.<\/li>\n<li>Derrida Jacques (2000): <em>Szibolet. Dla Paula Celana<\/em>. Prze\u0142. A. Dziadek. Katowice.<\/li>\n<li>Falkiewicz Andrzej (2009): <em>Znalezione. Szkice do ksi<\/em><em>\u0105\u017c<\/em><em>ki<\/em>. Wroc\u0142aw.<\/li>\n<li>Heller \u00c1gnes (2013): <em>Nowoczesno<\/em><em>\u015b\u0107<\/em><em> z perspektywy ponowoczesnej. Za<\/em><em>\u0142<\/em><em>o<\/em><em>\u017c<\/em><em>enia filozoficzne<\/em>. T\u0142um. T. Markiewka. W: Heller \u00c1.: <em>Eseje o nowoczesno<\/em><em>\u015b<\/em><em>ci<\/em>. Red. J. Hudzik. Toru\u0144.<\/li>\n<li>di Lampedusa Giuseppe Tomasi (1963): <em>Lampart<\/em>. T\u0142um. Z. Kierszys. Warszawa.<\/li>\n<li>Nowak Piotr (2000): <em>Wolno<\/em><em>\u015b\u0107<\/em><em> albo <\/em><em>\u017c<\/em><em>ycie<\/em>. W: Arendt H.: <em>Kondycja ludzka<\/em>. T\u0142um. A. \u0141agodzka. Warszawa.<\/li>\n<li>Osten Manfred (2005): <em>\u201eLucyferowy po<\/em><em>\u015b<\/em><em>piech\u201d, czyli Goethe odkrywa zalety powolno<\/em><em>\u015b<\/em><em>ci<\/em>. T\u0142um. M. Krysztofiak. Pozna\u0144.<\/li>\n<li>Proust Marcel (1992): <em>W cieniu zakwitaj<\/em><em>\u0105<\/em><em>cych dziewcz<\/em><em>\u0105<\/em><em>t<\/em>. T\u0142um. T. \u017bele\u0144ski-Boy. Warszawa.<\/li>\n<li>Rosner Edmund (1982): <em>Beskidzkie <\/em><em>\u015b<\/em><em>cie<\/em><em>\u017c<\/em><em>ki pisarzy. Szkice literackie<\/em>. Katowice.<\/li>\n<li>Simmel Georg (2006): <em>Most i drzwi. Wyb<\/em><em>\u00f3<\/em><em>r esej<\/em><em>\u00f3<\/em><em>w<\/em>. T\u0142um. M. \u0141ukasiewicz. Warszawa.<\/li>\n<li>de Sta\u00ebl Madame (1985): <em>Corinne ou l\u2019Italie<\/em>. Paris.<\/li>\n<li>Ugniewska Joanna (2011): <em>Podr<\/em><em>\u00f3\u017c<\/em><em>owa<\/em><em>\u0107<\/em><em>, pisa<\/em><em>\u0107<\/em><em>. O literaturze podr<\/em><em>\u00f3\u017c<\/em><em>niczej i wsp<\/em><em>\u00f3\u0142<\/em><em>czesnych pisarzach w<\/em><em>\u0142<\/em><em>oskich<\/em>. Warszawa.<\/li>\n<li>Zaga\u0144czyk Marek (2005): <em>Droga do Sieny<\/em>. Warszawa.<\/li>\n<\/ul>\n<p style=\"text-align: right;\"><strong>s. 37<\/strong><\/p>\n<p>\n<\/div><\/div><\/div><\/div><\/div><\/section>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Madame de Sta\u00ebl wysy\u0142a swego bohatera Oswalda lorda Nelvile do W\u0142och zim\u0105, na prze\u0142omie 1794 i 1795 roku. Nie wchodz\u0105c w szczeg\u00f3\u0142y opowie\u015bci, powiedzmy jedynie, \u017ce dwie okoliczno\u015bci tego wyjazdu zwracaj\u0105 nasz\u0105 uwag\u0119. M\u0142ody arystokrata opuszcza ojczyst\u0105 Szkocj\u0119 w stanie \u201educhowego wyja\u0142owienia\u201d, quelque chose d\u2019aride s\u2019empara de son coeur (de Sta\u00ebl 1985: 29). Owa ja\u0142owo\u015b\u0107 oznacza szczeg\u00f3ln\u0105 modyfikacj\u0119 \u0142\u0105czno\u015bci z przestrzeni\u0105, z kt\u00f3r\u0105 do tej pory \u0142\u0105czy\u0142y go liczne wi\u0119zy.<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":0,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_acf_changed":false,"footnotes":""},"categories":[45,526,411,520],"tags":[504,498,510,490,518],"class_list":["post-1160","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-alberti-nieznana","category-artykuly-i-rozprawy","category-nr-1-1-2019-pl","category-tadeusz-slawek","tag-historia","tag-metamorfoza-pl","tag-mitologia","tag-pejzaz","tag-percepcja","clearfix"],"acf":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1160","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=1160"}],"version-history":[{"count":105,"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1160\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":3223,"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/1160\/revisions\/3223"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=1160"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=1160"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/www.fabrica.us.edu.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=1160"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}